niedziela, 24.stycznia.2010, 18:07
Była mała przerwa techniczna, jednak z tymczasowego braku czasu, przełożę ją na inny termin ;)
Z dumą i z zaskoczeniem, informuję iż mój blog został wymieniony na stronie http://zeitschrift.blog.onet.pl/

Serdecznie polecam wszystkim fanom opowiadań TH!
W notce tej, jest już wcześniej wymieniony błąd dotyczący zarobków. ;) Przymknijcie na to oko, nie chciałam już zmieniać kwot.
A teraz serdecznie zapraszam na kolejną część i dziękuję za uwagę ;)
-Mama? –przy drzwiach stała oszołomiona Magda.
Kobieta uścisnęła córkę, za nią wszedł ojciec dziewczyny. Tuż po nich rodzice Moniki.
-Dzień dobry! –równie zdziwiona powitała się z wchodzącymi dorosłymi.
-Co wy tu robicie?
-Przyjechaliśmy zobaczyć jak wam idzie… Przywieźliśmy komputery, dowieźliśmy kilka innych rzeczy.
-I jak wam idzie studentki? –zaśmiał się ojciec Moniki.
-Powoli i do przodu, mamy pracę…
-Naprawdę? –zdziwił się tato Magdy.
-A tak! – niemal krzyknęła blondynka – Ja pracuję w barze a Monika w zakładzie fotograficznym.
-Wspaniale!
Dziewczyny zaparzyły herbatę, rodzice usiedli na kanapie oraz na oparciach. Długo rozmawiali, opowiadały co się wydarzyło, omówili również sprawę remontu. Ojcowie wnieśli komputery, które zostały od razu podłączone, gotowe jedzenie, ciasta oraz resztę ubrań. Dziewczyny nie miały pojęcia gdzie to zmieścić. Grubo po północe rodzice wyszli na nocleg do najbliższego hotelu na Jean-Burger-Str.
-Myślałam, że uprzedzą nas zanim przyjadą… -Monika zmywała naczynia.
-No ja też…
-Jestem padnięta… - dziewczyna usiadła obok współlokatorki na kanapie.
-Sprawdzamy te pieniądze?
-Dawaj!
Dziewczyny otworzyły pudełko i wysypały pieniądze na podłogę. Razem wyszło im 4 200. Magda zarobiła 400 E na napiwkach, Monika nie miała żadnych nadgodzin.
-Myślisz, że to wystarczy?
-Jeśli właściciel się dorzuci? To może…
-Trzeba będzie sprawdzić ceny … Zajmijmy się tym jutro, pójdziemy do tej kafejki na Breiter Weg.
-Nie ma sprawy…
Dziewczyny zaraz po pracy, pojechały 5 do „Internet-TeleCafe”, najbliższa IKEA była w Leipzig, ponad 100 km od Magdeburga. Mimo, to spisały ceny najładniejszych z najtańszych mebli. Ze zdziwieniem stwierdziły, że cena wynosi połowę tego co zakładały początkowo nie licząc dodatków. Jeśli, właściciel ma się dołożyć będzie na farbę i wykładzinę, może nawet uda się im coś oszczędzić. Wróciły do domu, nie zdążyły dobrze usiąść, gdy rodzice znowu przyszli.
-Jesteśmy ciekawi jak poradzicie sobie z remontem…
-Jak jak? Normalnie…
-Normalnie? Pomalujecie same ściany? Wyłożycie wykładzinę? – odezwał się ojciec Magdy.
-A meble? –dodał tato Moniki.
-Jeszcze się nad tym nie zastanawiałyśmy, na razie spisałyśmy już meble…
-Problem jest w tym, że IKEA jest ponad 100 km od Magdeburgu.
-Dlatego wpadliśmy na pewien pomysł… Musimy teraz wracać.
-Ale wasi ojcowie przyjadą tu za 3 dni i pomogą wam w remoncie… Zaoszczędzicie wtedy… - odezwała się mama Magdy, z niesmakiem ogarniając mieszkanie wzrokiem.
-A meble? –jęknęła Monika.
-Wezmę od znajomego busa... –uśmiechnął się jej tato.
Rodzice pożegnali się i wyjechali w drogę powrotną do Polski, zostawiając dziewczyny same. Magda zadzwoniła do właściciela informując go o wydatkach, wszystko było ustalone.
-Już za kilka dni będziemy miały normalne mieszkanie! –Monika szła po krawędzi podestu na plaży.
-Nareszcie! Bo już doczekać się nie mogłam! –Magda stała na piasku siłując się z szampanem.
Korek wystrzelił, szampan wyprysł z butelki przy okrzykach radości dziewczyn.
Wzniosły toast pijąc powoli alkohol, śmiejąc się przy tym niczym dzieci.
-O patrz! Nasi nieznajomi idą! –Monika zatrzymała się z butelką w ręce.
-Spóźnili się, dzisiaj podest jest nasz! –Magda zabrała szampana i wypiła łyka.
Czterech chłopaków tradycyjnie przyszło na plażę, nie wycofali się do barierek, usiedli w niedalekiej odległości. Mimo, że się nie znali przywykli już do swojej obecności.
-Prost! – krzyknęła blondynka.
Panowie spojrzeli, zaśmiali się i w geście podnieśli swoje butelki z piwem.
-Wytłumacz mi, spotykamy ich tu już miesiąc i dalej się nie znamy, jak to możliwe? –Monika usiadła na podeście. Magda skończyła pić, podała jej butelkę i usiadła obok.
-A bo ja wiem?
Nagle zdarzyło się coś co je zupełnie zaskoczyło.
-O i są nasze Panie… -zaśmiał się Tom, wchodząc na plaże.
-Nie są przy barierkach? – zdziwił się Gustav.
-Chyba świętują… - odezwał się Georg.
Bill bez słowa usiadł, na podeście, patrząc na pijącą blondynkę i chodząca po krawędzi szatynkę.
-Zobaczcie jakie one muszą mieć fajne życie.. –zaśmiał się i otworzył butelkę.
-Prost! – usłyszeli, blondynka stała z wzniesionym szampanem.
Zaśmiali się i podnieśli swoje butelki.
-Chodźcie do nich… - odezwał się Tom.
-Taa jasne… -mruknął Gustav.
-Jest ciemno, nosimy wszyscy kaptury jak debile… Nie poznają nas…
-Nie wiem czy to dobry pomysł.. –Georg pił dalej piwo.
-Oj tam! Bill? A ty jak uważasz?
Wokalista siedział dalej, patrząc jak dziewczyny siedzą rozmawiając.
-Co świętujecie! –krzyknął.
Dziewczyny spojrzały po sobie.
-Za remont w mieszkaniu!
-Bill zwariowałeś? –syknął basista.
Mimo to kontynuował rozmowę.
-To aż takie ważne?
-Jakbyś zobaczył nasze mieszkanie, to byś wiedział, że bardzo.. –zaśmiała się szatynka.
-Chcecie się dołączyć? –zapytała blondynka.
Bill wstał.
-Jesteś pewny? – Gustav złapał go za bluzę.
-Tak.. Najwyżej znajdziemy inne miejsce… -powiedział patrząc wciąż na dziewczyny.
-I to rozumiem! –Tom wysunął się na przód, za nim poszła reszta.
Dziewczyny uśmiechały się, to był dobry znak.
Pierwszy podszedł do nich wysoki chłopak, który pytał o zapalniczkę. Monika podała mu butelkę, z której od razu zaczął pić. Następny podszedł równie wysoki chłopak w ciemnej bluzie z kapturem na głowie, z paskiem z ćwiekami. Dwóch ostatnich było przeciwieństwami jeden mały blondyn, drugi dość wysoki szatyn.
-Monika –wystawiła rękę do chłopaka w ciemnej bluzie. Ten zawahał się na chwilę.
-Jacob.
Blondyn nazywał się Hans, a jego przeciwieństwo Martin, chłopak w szerokich ubraniach przedstawił się jako Simon. Usiedli niepewnie na podeście obok dziewczyn, pijąc razem szampana i resztę piw.
Po godzinie wracały do domu, ciesząc się z nowych znajomości, cieszyły się tym bardziej, iż miesiąc w Niemczech diametralnie poprawił znajomość języka obcego.
-Simon jest chyba najbardziej wygadany… -zaśmiała się Monika.
-No reszta mało mówiła, patrzyli się w piasek czasem cos burknęli.. najmniej chyba Martin? Martin tak?
-No, no Martin… Ale zauważyłaś Jacoba?
-Co?
-Cały czas siedział i patrzył…
Relacjonowały nowo poznanych chłopaków. Simon wciąż mówił, Hans często go ścinał jakimś żartem leżąc na podeście, Martin pił piwo a Jocob siedzący najbliżej dziewczyny tylko się przepatrywał.
-Idziemy jutro na plażę? –spytała Monika.
-Głupie pytanie… -odpowiedziała ze śmiechem Magda.
Z dumą i z zaskoczeniem, informuję iż mój blog został wymieniony na stronie http://zeitschrift.blog.onet.pl/

Serdecznie polecam wszystkim fanom opowiadań TH!
W notce tej, jest już wcześniej wymieniony błąd dotyczący zarobków. ;) Przymknijcie na to oko, nie chciałam już zmieniać kwot.
A teraz serdecznie zapraszam na kolejną część i dziękuję za uwagę ;)
-Mama? –przy drzwiach stała oszołomiona Magda.
Kobieta uścisnęła córkę, za nią wszedł ojciec dziewczyny. Tuż po nich rodzice Moniki.
-Dzień dobry! –równie zdziwiona powitała się z wchodzącymi dorosłymi.
-Co wy tu robicie?
-Przyjechaliśmy zobaczyć jak wam idzie… Przywieźliśmy komputery, dowieźliśmy kilka innych rzeczy.
-I jak wam idzie studentki? –zaśmiał się ojciec Moniki.
-Powoli i do przodu, mamy pracę…
-Naprawdę? –zdziwił się tato Magdy.
-A tak! – niemal krzyknęła blondynka – Ja pracuję w barze a Monika w zakładzie fotograficznym.
-Wspaniale!
Dziewczyny zaparzyły herbatę, rodzice usiedli na kanapie oraz na oparciach. Długo rozmawiali, opowiadały co się wydarzyło, omówili również sprawę remontu. Ojcowie wnieśli komputery, które zostały od razu podłączone, gotowe jedzenie, ciasta oraz resztę ubrań. Dziewczyny nie miały pojęcia gdzie to zmieścić. Grubo po północe rodzice wyszli na nocleg do najbliższego hotelu na Jean-Burger-Str.
-Myślałam, że uprzedzą nas zanim przyjadą… -Monika zmywała naczynia.
-No ja też…
-Jestem padnięta… - dziewczyna usiadła obok współlokatorki na kanapie.
-Sprawdzamy te pieniądze?
-Dawaj!
Dziewczyny otworzyły pudełko i wysypały pieniądze na podłogę. Razem wyszło im 4 200. Magda zarobiła 400 E na napiwkach, Monika nie miała żadnych nadgodzin.
-Myślisz, że to wystarczy?
-Jeśli właściciel się dorzuci? To może…
-Trzeba będzie sprawdzić ceny … Zajmijmy się tym jutro, pójdziemy do tej kafejki na Breiter Weg.
-Nie ma sprawy…
Dziewczyny zaraz po pracy, pojechały 5 do „Internet-TeleCafe”, najbliższa IKEA była w Leipzig, ponad 100 km od Magdeburga. Mimo, to spisały ceny najładniejszych z najtańszych mebli. Ze zdziwieniem stwierdziły, że cena wynosi połowę tego co zakładały początkowo nie licząc dodatków. Jeśli, właściciel ma się dołożyć będzie na farbę i wykładzinę, może nawet uda się im coś oszczędzić. Wróciły do domu, nie zdążyły dobrze usiąść, gdy rodzice znowu przyszli.
-Jesteśmy ciekawi jak poradzicie sobie z remontem…
-Jak jak? Normalnie…
-Normalnie? Pomalujecie same ściany? Wyłożycie wykładzinę? – odezwał się ojciec Magdy.
-A meble? –dodał tato Moniki.
-Jeszcze się nad tym nie zastanawiałyśmy, na razie spisałyśmy już meble…
-Problem jest w tym, że IKEA jest ponad 100 km od Magdeburgu.
-Dlatego wpadliśmy na pewien pomysł… Musimy teraz wracać.
-Ale wasi ojcowie przyjadą tu za 3 dni i pomogą wam w remoncie… Zaoszczędzicie wtedy… - odezwała się mama Magdy, z niesmakiem ogarniając mieszkanie wzrokiem.
-A meble? –jęknęła Monika.
-Wezmę od znajomego busa... –uśmiechnął się jej tato.
Rodzice pożegnali się i wyjechali w drogę powrotną do Polski, zostawiając dziewczyny same. Magda zadzwoniła do właściciela informując go o wydatkach, wszystko było ustalone.
-Już za kilka dni będziemy miały normalne mieszkanie! –Monika szła po krawędzi podestu na plaży.
-Nareszcie! Bo już doczekać się nie mogłam! –Magda stała na piasku siłując się z szampanem.
Korek wystrzelił, szampan wyprysł z butelki przy okrzykach radości dziewczyn.
Wzniosły toast pijąc powoli alkohol, śmiejąc się przy tym niczym dzieci.
-O patrz! Nasi nieznajomi idą! –Monika zatrzymała się z butelką w ręce.
-Spóźnili się, dzisiaj podest jest nasz! –Magda zabrała szampana i wypiła łyka.
Czterech chłopaków tradycyjnie przyszło na plażę, nie wycofali się do barierek, usiedli w niedalekiej odległości. Mimo, że się nie znali przywykli już do swojej obecności.
-Prost! – krzyknęła blondynka.
Panowie spojrzeli, zaśmiali się i w geście podnieśli swoje butelki z piwem.
-Wytłumacz mi, spotykamy ich tu już miesiąc i dalej się nie znamy, jak to możliwe? –Monika usiadła na podeście. Magda skończyła pić, podała jej butelkę i usiadła obok.
-A bo ja wiem?
Nagle zdarzyło się coś co je zupełnie zaskoczyło.
-O i są nasze Panie… -zaśmiał się Tom, wchodząc na plaże.
-Nie są przy barierkach? – zdziwił się Gustav.
-Chyba świętują… - odezwał się Georg.
Bill bez słowa usiadł, na podeście, patrząc na pijącą blondynkę i chodząca po krawędzi szatynkę.
-Zobaczcie jakie one muszą mieć fajne życie.. –zaśmiał się i otworzył butelkę.
-Prost! – usłyszeli, blondynka stała z wzniesionym szampanem.
Zaśmiali się i podnieśli swoje butelki.
-Chodźcie do nich… - odezwał się Tom.
-Taa jasne… -mruknął Gustav.
-Jest ciemno, nosimy wszyscy kaptury jak debile… Nie poznają nas…
-Nie wiem czy to dobry pomysł.. –Georg pił dalej piwo.
-Oj tam! Bill? A ty jak uważasz?
Wokalista siedział dalej, patrząc jak dziewczyny siedzą rozmawiając.
-Co świętujecie! –krzyknął.
Dziewczyny spojrzały po sobie.
-Za remont w mieszkaniu!
-Bill zwariowałeś? –syknął basista.
Mimo to kontynuował rozmowę.
-To aż takie ważne?
-Jakbyś zobaczył nasze mieszkanie, to byś wiedział, że bardzo.. –zaśmiała się szatynka.
-Chcecie się dołączyć? –zapytała blondynka.
Bill wstał.
-Jesteś pewny? – Gustav złapał go za bluzę.
-Tak.. Najwyżej znajdziemy inne miejsce… -powiedział patrząc wciąż na dziewczyny.
-I to rozumiem! –Tom wysunął się na przód, za nim poszła reszta.
Dziewczyny uśmiechały się, to był dobry znak.
Pierwszy podszedł do nich wysoki chłopak, który pytał o zapalniczkę. Monika podała mu butelkę, z której od razu zaczął pić. Następny podszedł równie wysoki chłopak w ciemnej bluzie z kapturem na głowie, z paskiem z ćwiekami. Dwóch ostatnich było przeciwieństwami jeden mały blondyn, drugi dość wysoki szatyn.
-Monika –wystawiła rękę do chłopaka w ciemnej bluzie. Ten zawahał się na chwilę.
-Jacob.
Blondyn nazywał się Hans, a jego przeciwieństwo Martin, chłopak w szerokich ubraniach przedstawił się jako Simon. Usiedli niepewnie na podeście obok dziewczyn, pijąc razem szampana i resztę piw.
Po godzinie wracały do domu, ciesząc się z nowych znajomości, cieszyły się tym bardziej, iż miesiąc w Niemczech diametralnie poprawił znajomość języka obcego.
-Simon jest chyba najbardziej wygadany… -zaśmiała się Monika.
-No reszta mało mówiła, patrzyli się w piasek czasem cos burknęli.. najmniej chyba Martin? Martin tak?
-No, no Martin… Ale zauważyłaś Jacoba?
-Co?
-Cały czas siedział i patrzył…
Relacjonowały nowo poznanych chłopaków. Simon wciąż mówił, Hans często go ścinał jakimś żartem leżąc na podeście, Martin pił piwo a Jocob siedzący najbliżej dziewczyny tylko się przepatrywał.
-Idziemy jutro na plażę? –spytała Monika.
-Głupie pytanie… -odpowiedziała ze śmiechem Magda.
Komentarze (11), Dodaj
czwartek, 14.stycznia.2010, 11:53
Sneaky dzięki za komentarze! Chciało Ci się komentować wszystkie? :P Pozwoliłam sobie dodać również Ciebie z boku, używając pomniejszonego avatara z waszej strony Uberschrift.
Cieszę się, że jest tych kilka jeszcze blogów z opowiadaniami ;) W weekend będę miała co robić :D
Intrygantka jeśli wpadniesz, napisz gdzie Cię powiadamiać, jak na razie robię to na blogu nie na profilu ;)
A teraz dłużej nie zanudzając zapraszam na kolejną notkę!
-Słuchaj a gdzie tu jest jakaś IKEA? –spojrzała Monika na Magdę, gdy wieczorem siedziały już na pustej plaży z piwem w reku.
-A wiesz, że nie wiem… w Magdeburgu chyba nie ma.
-Trzeba będzie sprawdzić.. –Monika położyła się na piasku, patrząc na gwiazdy.
-Niby jak?
-W Kafejce internetowej na przykład geniuszu… -zaśmiała się.
-To może jutro jak będę wracała to zajdę, jak jakąś spotkam…
-O widzisz… A jak coś to sprawdzę u Daniela.
Magda wypiła kolejnego łyka, jej uwagę przyciągnęło czterech chłopaków wchodzących na plaże z reklamówką, zapewne z piwem. Szli w stronę podestu na którym siedziała dziewczyna, obok jej nóg na piasku wylegiwała się Monika z rękami za głową.
-Jacyś kolesie tu idą… -szturchnęła delikatnie nogą koleżankę.
-To niech sobie idą, czym się przejmujesz?
-Ale oni idą w naszą stronę…
Monika podniosła się na łokciach.
-Magda nie panikuj… -spojrzała na nadchodzące sylwetki. W tym samym momencie zwolnili.
-Tam ktoś jest… -mruknął Gustav.
-Chyba dwie dziewczyny…
-To co wycofujemy się? –zapytał Georg.
-Dajcie spokój… Chcieliście wolność, to ją macie… -Tom wyprzedził resztę i szedł dalej jakby nigdy nic.
-Brakuje mu fanek… -szepnął Gustav.
-Słyszałem!
Podeszli za gitarzystą i usiedli niecałe półtora metra od dziewczyn. Otworzyli piwa i starali się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Tom na wpół leżał na podeście, zerkając na bok. Reszta siedziała spokojnie, patrząc w piasek nerwowo pijąc piwo.
-Co wy tacy zestresowani?
-Jakoś nie uśmiecha mi się natrafić na fanki… Bynajmniej na razie… -Bill zaciągnął kaptur na głowę.
-Przecież tego właśnie chcieliście normalności!
-Tom ty niczego nie rozumiesz… -mruknął basista.
-Myślicie, że jak posiedzicie tydzień, miesiąc cicho to wszyscy zapomną kim wy byliście i nikt nigdy już nie zwróci na was uwagi? Nawet jakbyśmy skończyli z Tokio Hotel to jeszcze długo, długo by pisali…
-Do czego dążysz?
-Że to nie ja, tylko wy nie rozumiecie…
-Może masz racje?
Tom podniósł się z podestu.
-Co robisz?
-Idę do nich…
-Co?
-Zapomniałem ognia…
-Jesteś walnięty…
Tom szedł już te kilka kroków do dziewczyn.
Monika dalej opierając się piła kolejnego łyka.
-Ty jeden z nich tu idzie… -szturchnęła koleżankę.
Magda spojrzała zaciekawiona.
Dość wysoki chłopak, w szerokich ubraniach, w kapturze spod którego wystawał daszek czapki, uśmiechnął się. Przywitał się i zadał pytanie po niemiecku.
Monika chciała już odpowiedzieć, że niestety nie rozumieją ale Magda ją uprzedziła, odpowiadając. Chłopak podziękował i poszedł do swoich znajomych.
-Co on chciał?
-Pytał czy mamy zapalniczkę…
-Skąd wiedziałaś co ma na myśli?
-Tego pytania bardzo łatwo nauczyłam się w pracy… -zaśmiała się. – W sumie to pierwsze zdanie jakie poznałam.
-A jakiś fajny był? –Monika oglądnęła się za chłopakiem, który w tym momencie siadał na podeście.
-Właśnie nie wiem, bo jakoś twarzy za bardzo nie widać w ciemnościach.
-Szkoda… -Dziewczyna wciąż patrzyła na chłopaka, w tym momencie on odwrócił się i pomachał. Monika zaśmiała się i znów położyła się na piasku.
-Co?
-Nic, nic…
-Słuchaj a to nie są Ci sami, co byli tu ostatnim razem?
-A całkiem możliwe…
-Wiesz co chodź już, jutro znów do pracy.. –Magda wstała.
-Jak ta niedziela szybko minęła… -Monika otrzepała się z piasku i dokończyła piwo.
Powoli przeszły obok „czwórki” zerkając dyskretnie, wyszły z plaży i wróciły do domu, gdzie od razu położyły się spać.
-Patrzcie jakoś nie rzuciły się na nas… -zaśmiał się Tom, który wzrokiem odprowadzał dziewczyny.
-Daj spokój.. – Bill pił z puszki, patrząc kątem oka na znikające sylwetki.
-Nie były takie złe… - Tom odpalił papierosa, wypuszczając chmurę dymu nad głowę.
-Mówiłeś, że.. –zaczął Gustav, nie dokończył tylko kiwając głowa.
-Ty się nigdy nie zmienisz, prawda? –spojrzał na bliźniaka Georg.
-Nie wiem o czym mówicie…-uśmiechnął się bezczelnie.
Zadzwoniła komórka Billa, podniósł się i odszedł kawałek.
Reszta intensywnie kontynuowała rozmowę. Niewiele brakowało do kłótni.
-Dzwonił menadżer… -Bill wciąż patrzył na telefon.
-I co?
-Jeśli chcemy możemy zrobić wolne, mimo to mamy dać wywiad czy zrobić jakieś zdjęcia.. A najlepiej jakbyśmy nagrali kolejną płytę.
-Może trase koncertową zrobimy? Hmm? Nie ma jak odciąć się od tego zgiełku… -mruknął Georg.
-A co ty mu powiedziałeś? – Gustav nie spuszczał wzroku z piany w butelce.
-Żeby zapomniał, ale jeśli to konieczne możemy ewentualnie dać parę wywiadów czy z dwie sesje ale nie w najbliższym czasie…
-Nie zmienicie zdania? –spojrzał na nich Tom.
-Chyba nie za bardzo… -mruknął drugi bliźniak.
-No i dobrze… -zaśmiał się, wyrzucił spalonego papierosa i położył się na piasku.
-Dobrze? – wzrok Gustava powędrował na gitarzystę.
-Tak… Uważam, że to jednak dobry pomysł…
-Co Cię do tego skłoniło? –Georg zmarszczył brwi.
-A bo ja wiem, ogólnie… Nie byłem pewny ale teraz? Teraz jestem za… -nasunął daszek na oczy.
Dziewczyny codziennie pracowały, czasami wieczorami szły na plażę siadając przy barierkach, zostawiając podest czwórce chłopaków, którzy niemal zawsze tam byli. Nie zauważyły nawet kiedy minął miesiąc od ich przyjazdu do Magdeburga. Z dumą wrzuciły swoje zarobki do „skarbonki” w salonie. Chciały właśnie przeliczyć uzbieraną - jak na razie –sumę, gdy ktoś energicznie zapukał do drzwi.
Cieszę się, że jest tych kilka jeszcze blogów z opowiadaniami ;) W weekend będę miała co robić :D
Intrygantka jeśli wpadniesz, napisz gdzie Cię powiadamiać, jak na razie robię to na blogu nie na profilu ;)
A teraz dłużej nie zanudzając zapraszam na kolejną notkę!
-Słuchaj a gdzie tu jest jakaś IKEA? –spojrzała Monika na Magdę, gdy wieczorem siedziały już na pustej plaży z piwem w reku.
-A wiesz, że nie wiem… w Magdeburgu chyba nie ma.
-Trzeba będzie sprawdzić.. –Monika położyła się na piasku, patrząc na gwiazdy.
-Niby jak?
-W Kafejce internetowej na przykład geniuszu… -zaśmiała się.
-To może jutro jak będę wracała to zajdę, jak jakąś spotkam…
-O widzisz… A jak coś to sprawdzę u Daniela.
Magda wypiła kolejnego łyka, jej uwagę przyciągnęło czterech chłopaków wchodzących na plaże z reklamówką, zapewne z piwem. Szli w stronę podestu na którym siedziała dziewczyna, obok jej nóg na piasku wylegiwała się Monika z rękami za głową.
-Jacyś kolesie tu idą… -szturchnęła delikatnie nogą koleżankę.
-To niech sobie idą, czym się przejmujesz?
-Ale oni idą w naszą stronę…
Monika podniosła się na łokciach.
-Magda nie panikuj… -spojrzała na nadchodzące sylwetki. W tym samym momencie zwolnili.
-Tam ktoś jest… -mruknął Gustav.
-Chyba dwie dziewczyny…
-To co wycofujemy się? –zapytał Georg.
-Dajcie spokój… Chcieliście wolność, to ją macie… -Tom wyprzedził resztę i szedł dalej jakby nigdy nic.
-Brakuje mu fanek… -szepnął Gustav.
-Słyszałem!
Podeszli za gitarzystą i usiedli niecałe półtora metra od dziewczyn. Otworzyli piwa i starali się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Tom na wpół leżał na podeście, zerkając na bok. Reszta siedziała spokojnie, patrząc w piasek nerwowo pijąc piwo.
-Co wy tacy zestresowani?
-Jakoś nie uśmiecha mi się natrafić na fanki… Bynajmniej na razie… -Bill zaciągnął kaptur na głowę.
-Przecież tego właśnie chcieliście normalności!
-Tom ty niczego nie rozumiesz… -mruknął basista.
-Myślicie, że jak posiedzicie tydzień, miesiąc cicho to wszyscy zapomną kim wy byliście i nikt nigdy już nie zwróci na was uwagi? Nawet jakbyśmy skończyli z Tokio Hotel to jeszcze długo, długo by pisali…
-Do czego dążysz?
-Że to nie ja, tylko wy nie rozumiecie…
-Może masz racje?
Tom podniósł się z podestu.
-Co robisz?
-Idę do nich…
-Co?
-Zapomniałem ognia…
-Jesteś walnięty…
Tom szedł już te kilka kroków do dziewczyn.
Monika dalej opierając się piła kolejnego łyka.
-Ty jeden z nich tu idzie… -szturchnęła koleżankę.
Magda spojrzała zaciekawiona.
Dość wysoki chłopak, w szerokich ubraniach, w kapturze spod którego wystawał daszek czapki, uśmiechnął się. Przywitał się i zadał pytanie po niemiecku.
Monika chciała już odpowiedzieć, że niestety nie rozumieją ale Magda ją uprzedziła, odpowiadając. Chłopak podziękował i poszedł do swoich znajomych.
-Co on chciał?
-Pytał czy mamy zapalniczkę…
-Skąd wiedziałaś co ma na myśli?
-Tego pytania bardzo łatwo nauczyłam się w pracy… -zaśmiała się. – W sumie to pierwsze zdanie jakie poznałam.
-A jakiś fajny był? –Monika oglądnęła się za chłopakiem, który w tym momencie siadał na podeście.
-Właśnie nie wiem, bo jakoś twarzy za bardzo nie widać w ciemnościach.
-Szkoda… -Dziewczyna wciąż patrzyła na chłopaka, w tym momencie on odwrócił się i pomachał. Monika zaśmiała się i znów położyła się na piasku.
-Co?
-Nic, nic…
-Słuchaj a to nie są Ci sami, co byli tu ostatnim razem?
-A całkiem możliwe…
-Wiesz co chodź już, jutro znów do pracy.. –Magda wstała.
-Jak ta niedziela szybko minęła… -Monika otrzepała się z piasku i dokończyła piwo.
Powoli przeszły obok „czwórki” zerkając dyskretnie, wyszły z plaży i wróciły do domu, gdzie od razu położyły się spać.
-Patrzcie jakoś nie rzuciły się na nas… -zaśmiał się Tom, który wzrokiem odprowadzał dziewczyny.
-Daj spokój.. – Bill pił z puszki, patrząc kątem oka na znikające sylwetki.
-Nie były takie złe… - Tom odpalił papierosa, wypuszczając chmurę dymu nad głowę.
-Mówiłeś, że.. –zaczął Gustav, nie dokończył tylko kiwając głowa.
-Ty się nigdy nie zmienisz, prawda? –spojrzał na bliźniaka Georg.
-Nie wiem o czym mówicie…-uśmiechnął się bezczelnie.
Zadzwoniła komórka Billa, podniósł się i odszedł kawałek.
Reszta intensywnie kontynuowała rozmowę. Niewiele brakowało do kłótni.
-Dzwonił menadżer… -Bill wciąż patrzył na telefon.
-I co?
-Jeśli chcemy możemy zrobić wolne, mimo to mamy dać wywiad czy zrobić jakieś zdjęcia.. A najlepiej jakbyśmy nagrali kolejną płytę.
-Może trase koncertową zrobimy? Hmm? Nie ma jak odciąć się od tego zgiełku… -mruknął Georg.
-A co ty mu powiedziałeś? – Gustav nie spuszczał wzroku z piany w butelce.
-Żeby zapomniał, ale jeśli to konieczne możemy ewentualnie dać parę wywiadów czy z dwie sesje ale nie w najbliższym czasie…
-Nie zmienicie zdania? –spojrzał na nich Tom.
-Chyba nie za bardzo… -mruknął drugi bliźniak.
-No i dobrze… -zaśmiał się, wyrzucił spalonego papierosa i położył się na piasku.
-Dobrze? – wzrok Gustava powędrował na gitarzystę.
-Tak… Uważam, że to jednak dobry pomysł…
-Co Cię do tego skłoniło? –Georg zmarszczył brwi.
-A bo ja wiem, ogólnie… Nie byłem pewny ale teraz? Teraz jestem za… -nasunął daszek na oczy.
Dziewczyny codziennie pracowały, czasami wieczorami szły na plażę siadając przy barierkach, zostawiając podest czwórce chłopaków, którzy niemal zawsze tam byli. Nie zauważyły nawet kiedy minął miesiąc od ich przyjazdu do Magdeburga. Z dumą wrzuciły swoje zarobki do „skarbonki” w salonie. Chciały właśnie przeliczyć uzbieraną - jak na razie –sumę, gdy ktoś energicznie zapukał do drzwi.
poniedziałek, 11.stycznia.2010, 14:19
Zapraszam na kolejną część!
-Słuchaj… to trochę grosza nam wpadnie. –odezwała się Magda w nocy.
-Trochę to nam wpadnie ale Euro… -zaśmiała się Monika – I to nawet sporo…
-Ale odłóżmy to na razie, na ten cholerny remont bo ja tu już psychicznie nie mogę…
-Starczy nam, nie?
Magda podniosła się z łóżka i usiadła przy biurku, wyciągnęła kartkę papieru, długopis i kalkulator.
-Czynsz 500, rachunki?
-Trudno powiedzieć, jeszcze miesiąc nie minął ale raczej nie będą za duże… No chyba, że jak przywiozą nam rodzice komputery…
-300?
-No chyba gdzieś tak…
-Ok… Jedzenie jak myślisz?
-Daj mi się zastanowić …500?
-Razem minimalnie będziemy zarabiać 1900, wychodzi 600 na dodatkowe wydatki.
-Nie jest źle… Musimy tylko kupować jak najmniej zbędnych rzeczy.
-Ale zobacz teraz mamy na te dwa miesiące pieniądze więc dwie pierwsze wypłaty można odłożyć od razu. To jest 3800 w najgorszym wypadku.
-Trochę trzeba będzie poczekać na ten remont ale damy radę tak myślę…
-Trzeba będzie zrobić spis co chcemy zrobić.
-Przede wszystkim pomalować ściany… -Monika spojrzała z obrzydzeniem na odchodzącą brudną białą farbę z sufitu.
-Ja bym wymieniła cały salonik…
-może położyłybyśmy tam wykładzinę? Zasłoniłaby starte panele.
-Jeśli będzie nas stać.
-A kuchnia?
-Chyba wystarczy odnowić, nie?
-Aż tak straszna nie jest w sumie, pomaluje się ją, powypełnia dodatkami…
-Trochę tego będzie.
-Oj będzie, ale i tak dobrze nam idzie…
Magda spojrzała na zegarek w komórce, była 2 w nocy.
-Dziewczyno kładźmy się! Musimy wstać jutro do pracy.
Monika legła w łóżku zakładając ręce za głowę, Magda odłożyła kartkę na bok i wsunęła się pod kołdrę.
-Nie mogę spać…
-Jakoś nam to za dobrze idzie…
-No właśnie…
-Ale może tak miało być, może miało nam udać się tu zostać?
Monika tylko podniosła się lekko i spojrzała na współlokatorkę, kładąc się z powrotem. Nie odpowiedziała, miała tylko nadzieję, że właśnie tak jest.
-Zgasiłbyś tego papierosa. – perkusista mruknął z obrzydzeniem do wokalisty.
Ten posłusznie rzucił niedopalonego na ziemie i przygasił nogą. Z powrotem usiadł na piasku, pijąc kolejnego łyka piwa z puszki.
-Nikt tu nie przychodzi… -niemal wyszeptał dredziarz.
-To dobrze… - Georg spojrzał na niebo.
-Ale pomyślcie, chcieliście odpocząć… Tak? Chcieliście mieć własne życie, tak? Jak to zrobicie skoro cały czas się ukrywacie?
-Wszystko w swoim czasie Tom… Teraz chcę się nacieszyć chociaż takimi chwilami jak ta… Słyszysz?
-Co? – spojrzał zdziwiony na brata.
-No właśnie…
-Jesteście walnięci… -podniósł się i otrzepał z piasku.
-Nie bardziej niż ty… - zaśmiał się Gustav.
Cała czwórka podniosła się, wyszła z plaży znikając w zaułkach Magdeburga.
-Magda? Magda?
-Co? –Blondynka obudziła się, słońce które raziło ją w twarz przysłoniła poduszką naciągając ja na głowę.
-nie powinnaś już wstawać?
-Która jest?
-8…
-Co?! – Dziewczyna poderwała się z łóżka i szybko wbiegła do łazienki, krzycząc przez drzwi.
-O której wstałaś?!
-Nie wiem 7?
-To dlaczego mnie nie obudziłaś?!
-Wyszłam na spacer… I tak mi zeszło, myślałam, że masz włączony budzik…
Blondynka wyleciała z łazienki, czesząc włosy.
-Musiałam go przez sen wyłączyć… cholera jasna…
Monika zrobiła kanapkę i czekała w kuchni, na koleżankę.
Wybiegła w spodenkach, naciągając przez głowę bluzkę na ramiączkach, z salonu zabrała torebkę.
-Cholera musze jeszcze dojść na tramwaj…
-Spokojnie dasz radę – dziewczyna podała jej kanapkę.
-Dzięki – złapała ją w zęby, nałożyła japonki i wybiegła z trzaskiem drzwi.
-Ona tak zawsze.. – Monika zaśmiała się sama do siebie, weszła do pokoju składając łóżka.
Magda w tym czasie biegła na Hasselbachplatz, w ostatnim momencie wskoczyła do 5 by dojechać na Askanischer Platz. Modliła się , by tramwaj jechał szybciej i nie było, żadnych korków. Gdy tylko dojechała biegiem ruszyła do baru. Było dziesięć po dziewiątej.
Barman powiedział kilka słów po niemiecku, znaczące zapewne by więcej się nie spóźniła. Można było powiedzieć śmiało, że jest ranek a mimo, to na sztucznej plaży kilkanaście osób siedziało, pijąc piwo lub drinka. Magda nałożyła fartuch, wrzuciła torebkę pod ladę i poszła zbierać już puste szklanki, pytając się czy klienci czegoś sobie jeszcze życzą. Wiedziała, że nie będzie tak cały dzień około 14 robił się największy ruch, wtedy bardziej skupiała się na pomocy barmanowi przy barze niż chodzeniem po ludziach.
Monika powoli szła do Daniela, miała dobry humor jednak mimo to czuła niepokój. Weszła do studia, przy ladzie siedziała starsza Pani w wieku około 60 lat. Z uśmiechem zapytała po niemiecku czym może służyć.
-Ich komme zu Daniel .. –powiedziała niepewnie Monika.
W tym momencie mężczyzna wychylił się z pomieszczenia za ladą, wytłumaczył starszej Pani o co chodzi. Kobieta uśmiechnęła się do dziewczyny i zaczęła czytać gazetę.
Daniel kiwnął głową by przyszła i zniknął za ścianą. Monika powoli weszła wszystko było poskładane, mata ze ściany stała zwinięta na stojaku tuż przy drzwiach wraz z innymi, na ścianie zostało tylko mocowanie.
-Na razie będziesz mi pomagała w sprzęcie, pokaże Ci jak co służy i do czego, z czasem pokażę Ci na co powinnaś zwracać uwagę przy odpowiednich zdjęciach. Jak sobie poradzisz to kto wie, może będzie tu dwóch fotografów.
Daniel w większości mówił po niemiecku.
-To trudne ale szybciej nauczysz się języka.. –powtarzał za każdym razem, gdy nie wiedziała co ma zrobić.
Magda siedział zmęczona w domu na starej kanapie, do domu weszła Monika.
-Hej…
-Hej… Coś ty taka styrana?
-Daj spokój… A u Ciebie jak?
-Dobrze, trochę trudno ale staram się… -usiadła obok współlokatorki.
Magda wyciągnęła na stół 50 Euro.
-A to co?
-Dzisiaj z napiwków.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.
-Kto to?
-A bo ja wiem? –Monika podniosła się i otworzyła drzwi, przed nimi stał właściciel mieszkania. Zaprosiła go gestem ręki do saloniku. Magda zaparzyła herbaty. Ze zdziwieniem stwierdził, że dziewczyny nic nie zmieniły. Spokojnie wytłumaczyły mu, że mają zamiar zrobić tu remont ale ich nie stać. Mężczyzna po chwili namysłu upewnił się, że dziewczyny naprawdę zostaną tu na dłużej po czym zaoferował, że pokryje połowę kosztów. Jednak każdy wydatek ma być z nim omówiony a ceny mają być niewygórowane.
-No to kamień z serca! –Magda z radością zamknęła drzwi po właścicielu.
-Stara to niemożliwe… -Monika runęła na kanapę, która niebezpiecznie zatrzeszczała.
-W końcu nie może wymagać, że zrobimy wszystko za niego a w ten sposób on będzie miał taniej, cwaniak…
-Jak tak dalej pójdzie to zrobimy remont za miesiąc.
-Oby!
Następny dzień był sobotą, dziewczyny spokojnie mogły odpocząć. Usiadły razem spisując wszystkie potrzebne rzeczy do remontu, spisały co chcą zrobić co wymienić. Monika kupiła brystol , zrobiła wielkie pudło z napisem „na remont”, które postawiły w saloniku, gdzie powinien stać telewizor. Wrzuciły do niego pierwsze 50 E.
-Teraz tylko musimy napełnić naszą skarbonkę…
-Słuchaj… to trochę grosza nam wpadnie. –odezwała się Magda w nocy.
-Trochę to nam wpadnie ale Euro… -zaśmiała się Monika – I to nawet sporo…
-Ale odłóżmy to na razie, na ten cholerny remont bo ja tu już psychicznie nie mogę…
-Starczy nam, nie?
Magda podniosła się z łóżka i usiadła przy biurku, wyciągnęła kartkę papieru, długopis i kalkulator.
-Czynsz 500, rachunki?
-Trudno powiedzieć, jeszcze miesiąc nie minął ale raczej nie będą za duże… No chyba, że jak przywiozą nam rodzice komputery…
-300?
-No chyba gdzieś tak…
-Ok… Jedzenie jak myślisz?
-Daj mi się zastanowić …500?
-Razem minimalnie będziemy zarabiać 1900, wychodzi 600 na dodatkowe wydatki.
-Nie jest źle… Musimy tylko kupować jak najmniej zbędnych rzeczy.
-Ale zobacz teraz mamy na te dwa miesiące pieniądze więc dwie pierwsze wypłaty można odłożyć od razu. To jest 3800 w najgorszym wypadku.
-Trochę trzeba będzie poczekać na ten remont ale damy radę tak myślę…
-Trzeba będzie zrobić spis co chcemy zrobić.
-Przede wszystkim pomalować ściany… -Monika spojrzała z obrzydzeniem na odchodzącą brudną białą farbę z sufitu.
-Ja bym wymieniła cały salonik…
-może położyłybyśmy tam wykładzinę? Zasłoniłaby starte panele.
-Jeśli będzie nas stać.
-A kuchnia?
-Chyba wystarczy odnowić, nie?
-Aż tak straszna nie jest w sumie, pomaluje się ją, powypełnia dodatkami…
-Trochę tego będzie.
-Oj będzie, ale i tak dobrze nam idzie…
Magda spojrzała na zegarek w komórce, była 2 w nocy.
-Dziewczyno kładźmy się! Musimy wstać jutro do pracy.
Monika legła w łóżku zakładając ręce za głowę, Magda odłożyła kartkę na bok i wsunęła się pod kołdrę.
-Nie mogę spać…
-Jakoś nam to za dobrze idzie…
-No właśnie…
-Ale może tak miało być, może miało nam udać się tu zostać?
Monika tylko podniosła się lekko i spojrzała na współlokatorkę, kładąc się z powrotem. Nie odpowiedziała, miała tylko nadzieję, że właśnie tak jest.
-Zgasiłbyś tego papierosa. – perkusista mruknął z obrzydzeniem do wokalisty.
Ten posłusznie rzucił niedopalonego na ziemie i przygasił nogą. Z powrotem usiadł na piasku, pijąc kolejnego łyka piwa z puszki.
-Nikt tu nie przychodzi… -niemal wyszeptał dredziarz.
-To dobrze… - Georg spojrzał na niebo.
-Ale pomyślcie, chcieliście odpocząć… Tak? Chcieliście mieć własne życie, tak? Jak to zrobicie skoro cały czas się ukrywacie?
-Wszystko w swoim czasie Tom… Teraz chcę się nacieszyć chociaż takimi chwilami jak ta… Słyszysz?
-Co? – spojrzał zdziwiony na brata.
-No właśnie…
-Jesteście walnięci… -podniósł się i otrzepał z piasku.
-Nie bardziej niż ty… - zaśmiał się Gustav.
Cała czwórka podniosła się, wyszła z plaży znikając w zaułkach Magdeburga.
-Magda? Magda?
-Co? –Blondynka obudziła się, słońce które raziło ją w twarz przysłoniła poduszką naciągając ja na głowę.
-nie powinnaś już wstawać?
-Która jest?
-8…
-Co?! – Dziewczyna poderwała się z łóżka i szybko wbiegła do łazienki, krzycząc przez drzwi.
-O której wstałaś?!
-Nie wiem 7?
-To dlaczego mnie nie obudziłaś?!
-Wyszłam na spacer… I tak mi zeszło, myślałam, że masz włączony budzik…
Blondynka wyleciała z łazienki, czesząc włosy.
-Musiałam go przez sen wyłączyć… cholera jasna…
Monika zrobiła kanapkę i czekała w kuchni, na koleżankę.
Wybiegła w spodenkach, naciągając przez głowę bluzkę na ramiączkach, z salonu zabrała torebkę.
-Cholera musze jeszcze dojść na tramwaj…
-Spokojnie dasz radę – dziewczyna podała jej kanapkę.
-Dzięki – złapała ją w zęby, nałożyła japonki i wybiegła z trzaskiem drzwi.
-Ona tak zawsze.. – Monika zaśmiała się sama do siebie, weszła do pokoju składając łóżka.
Magda w tym czasie biegła na Hasselbachplatz, w ostatnim momencie wskoczyła do 5 by dojechać na Askanischer Platz. Modliła się , by tramwaj jechał szybciej i nie było, żadnych korków. Gdy tylko dojechała biegiem ruszyła do baru. Było dziesięć po dziewiątej.
Barman powiedział kilka słów po niemiecku, znaczące zapewne by więcej się nie spóźniła. Można było powiedzieć śmiało, że jest ranek a mimo, to na sztucznej plaży kilkanaście osób siedziało, pijąc piwo lub drinka. Magda nałożyła fartuch, wrzuciła torebkę pod ladę i poszła zbierać już puste szklanki, pytając się czy klienci czegoś sobie jeszcze życzą. Wiedziała, że nie będzie tak cały dzień około 14 robił się największy ruch, wtedy bardziej skupiała się na pomocy barmanowi przy barze niż chodzeniem po ludziach.
Monika powoli szła do Daniela, miała dobry humor jednak mimo to czuła niepokój. Weszła do studia, przy ladzie siedziała starsza Pani w wieku około 60 lat. Z uśmiechem zapytała po niemiecku czym może służyć.
-Ich komme zu Daniel .. –powiedziała niepewnie Monika.
W tym momencie mężczyzna wychylił się z pomieszczenia za ladą, wytłumaczył starszej Pani o co chodzi. Kobieta uśmiechnęła się do dziewczyny i zaczęła czytać gazetę.
Daniel kiwnął głową by przyszła i zniknął za ścianą. Monika powoli weszła wszystko było poskładane, mata ze ściany stała zwinięta na stojaku tuż przy drzwiach wraz z innymi, na ścianie zostało tylko mocowanie.
-Na razie będziesz mi pomagała w sprzęcie, pokaże Ci jak co służy i do czego, z czasem pokażę Ci na co powinnaś zwracać uwagę przy odpowiednich zdjęciach. Jak sobie poradzisz to kto wie, może będzie tu dwóch fotografów.
Daniel w większości mówił po niemiecku.
-To trudne ale szybciej nauczysz się języka.. –powtarzał za każdym razem, gdy nie wiedziała co ma zrobić.
Magda siedział zmęczona w domu na starej kanapie, do domu weszła Monika.
-Hej…
-Hej… Coś ty taka styrana?
-Daj spokój… A u Ciebie jak?
-Dobrze, trochę trudno ale staram się… -usiadła obok współlokatorki.
Magda wyciągnęła na stół 50 Euro.
-A to co?
-Dzisiaj z napiwków.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.
-Kto to?
-A bo ja wiem? –Monika podniosła się i otworzyła drzwi, przed nimi stał właściciel mieszkania. Zaprosiła go gestem ręki do saloniku. Magda zaparzyła herbaty. Ze zdziwieniem stwierdził, że dziewczyny nic nie zmieniły. Spokojnie wytłumaczyły mu, że mają zamiar zrobić tu remont ale ich nie stać. Mężczyzna po chwili namysłu upewnił się, że dziewczyny naprawdę zostaną tu na dłużej po czym zaoferował, że pokryje połowę kosztów. Jednak każdy wydatek ma być z nim omówiony a ceny mają być niewygórowane.
-No to kamień z serca! –Magda z radością zamknęła drzwi po właścicielu.
-Stara to niemożliwe… -Monika runęła na kanapę, która niebezpiecznie zatrzeszczała.
-W końcu nie może wymagać, że zrobimy wszystko za niego a w ten sposób on będzie miał taniej, cwaniak…
-Jak tak dalej pójdzie to zrobimy remont za miesiąc.
-Oby!
Następny dzień był sobotą, dziewczyny spokojnie mogły odpocząć. Usiadły razem spisując wszystkie potrzebne rzeczy do remontu, spisały co chcą zrobić co wymienić. Monika kupiła brystol , zrobiła wielkie pudło z napisem „na remont”, które postawiły w saloniku, gdzie powinien stać telewizor. Wrzuciły do niego pierwsze 50 E.
-Teraz tylko musimy napełnić naszą skarbonkę…
piątek, 8.stycznia.2010, 16:53
NaTabaka jestem studentką, która uwielbia swoją uczelnię stąd godziny dodawania ;) Nie wyjechałam do Niemiec i nie mam jak na razie takiego zamiaru, przygotowałam się wcześniej do tego opowiadania! :)
Notki są "wprowadzające" zapewne mniej ciekawe niż późniejsze ;) Mam nadzieję, że jednak jakoś przez to przebrniecie!
Oczywiście mogę informować, jeśli jest ktoś zainteresowany niech napiszę o tym w komentarzu! :) Chcę umieścić z boku linki "czytelników", więc jeśli czytasz daj znać ;)
Zapraszam na kolejne notki i dziękuje za komentarze!
Monika obudziła się z samego rana, Magda spała w najlepsze zawinięta w kołdrę tuląc się do poduszki. Po cichu wyszła z pokoju, z świeżo zaparzoną herbatą stała przy drzwiach od balkonu. Dzień był ciepły, niebo błękitne z kilkoma chmurami, chłodniejszy wiatr delikatnie wpadał do salonu muskając jej twarz. Odłożyła pustą szklankę, narzuciła na siebie jeansy i bluzę a kapturem, naciągając go na glowę.
Wyszła z domu z aparatem, Magdzie zostawiła krótką notatkę, że niedługo będzie. Poszła do Pionier Park, gdzie kilku ludzi biegało lub wyszło z psami. Zaczęła robić zdjęcia, swoim nienajlepszym aparatem. Dostała go od ojca chrzestnego na osiemnastkę. Zdjęcia były przeciętnej jakości, często za jasne lub za ciemne z ziarnistościami. Nie przejmowała się tym, bo wszelkie korekty i ulepszenia przeprowadzała na komputerze. Który stał u niej w pokoju w Polsce. Rodzice mieli przyjechać w odwiedziny, przy okazji mieli go zabrać. Będzie mogła chociaż odprężyć się tworząc dalszą kolekcję najdziwniejszych zdjęć.
Jej uwagę przykuł siedzący na ławce mężczyzna w markowych ubraniach. Na twarzy widniały głęboko zarysowane zmarszczki. Wiekiem dosięgał czterdziestu lat. W ręku trzymał gazetę, obok niego leżała papierowa torebka z cuksami, które po kolei żuł powoli. Koło niego kręciły się gołębie z nadzieją na resztki rzucone im na śniadanie.
Dziewczyna kucnęła wyciągając aparat, zrobiła tylko jedno ujęcie. Mężczyzna podniósł wzrok z nad gazety i spojrzał w jej kierunku, widocznie usłyszał odgłos robionego zdjęcia. Odłożył gazetę i zawołał ją gestem ręki. Monika głośno przełknęła ślinę. Wstała i podeszła powoli, trzymając aparat w rękach.
-Wiesz, że nie wszyscy zgadzają się na takie zdjęcia? – usłyszała ciepły, łagodny, niemiecki głos. Sens tego zdania zrozumiała po chwili.
Zaczęła nerwowo przepraszać, gubiąc przekaz w gramatyce i w fonetyce.
-Powoli, powoli… -zaśmiał się – Nie jesteś z Niemiec? Prawda?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-Co chciałaś powiedzieć? Przeprosić?
-Tak.. – wydobyło się ciche słowo.
Mężczyzna zaśmiał się.
-Ja nie powiedziałem, że jestem urażony – mówił powoli i wyraźnie – Pokażesz zdjęcie?
Monika niepewnie włączyła podgląd i podała aparat.
-Bardzo dobre… - powiedział po chwili, zaczął mówić jakieś uwagi ale niewiele zrozumiała.
Gdy skończył spojrzał na jej oszołomioną oraz zdziwioną twarz i znów się zaśmiał.
-Nic nie zrozumiałaś?
Ze śmiechem pokiwała głową.
-Nazywam się Daniel, Daniel Laske.
Monika również się przedstawiła.
-To chyba polskie nazwisko?
-Tak… -uśmiechnęła się.
-Jesteś z Polski? – twarz Daniela aż się rozpromieniła, Monika stała lekko skołowana, to pytanie było po polsku.
-Jest Pan Polakiem?
-Tak! Jaki ten świat mały! Jestem fotografem, mam zakład na rogu Porsestr. I Jutta-Balk-str. Wcześniej mówiłem, że masz dobre zdjęcie, kadrowanie i tonacja mogłaby być inna.
-Takie zmiany już robię, gdy wgrywam fotografie na komputer, nie mam za dobrego aparatu, jak Pan widzi… -dziewczyna zarumieniła się.
-Jakim programem się posługujesz?
-Photoshopem…
-No, no … - Daniel uśmiechnął się. –A mogę zapytać co tak młoda dziewczyna robi sama w Niemczech?
-Przyjechałam tu z koleżanką na studia… Dostałyśmy się na uczelnie Otto.
-Jaki kierunek?
-Informatyka…
-Informatyka? To raczej męski kierunek … bez urazy –dodał pośpiesznie.
-Tak wiem.. –zaśmiała się – ale chcę iść na grafikę komputerową , będę miała dobre podstawy.
-Grafik? No to ambitnie! I jesteście tu same?
Monika tylko pokiwała głową.
-Sponsoring rodziców. –zaśmiał się mężczyzna.
-No właśnie nie za bardzo… -Monika spoważniała –Teraz mamy opłacone ale właśnie musimy znaleźć pracę, znaczy ja … koleżanka wczoraj dostała…
-Rozumiem … A Fotografia to hobby?
-Tak… Myślałam o połączeniu fotografii i grafiki, rozumie Pan w reklamie…
-Tylko nie Panie, mów mi Daniel… -przerwał jej.- Może mógłbym Ci pomóc… -wstał z ławki.
-Przyjdź do mojego zakładu o 12? Pasuje?
-Ale po co?
-Jeszcze zobaczymy … No musze lecieć, miło było poznać.
-Nawzajem.
Daniel ruszył alejka uśmiechając się, Monika stała lekko zszokowana, trzymając aparat w ręce. Schowała go i ruszyła w stronę domu.
Po cichu weszła do mieszkania, Magda półprzytomna siedziała pijąc zmętniałą kawę.
-Wróciłaś już… -podniosła głowę. – Gdzie byłaś?
-W parku… chciałam zrobić zdjęcia i spotkałam fotografa polaka.
-Żartujesz?
-Nie! Ma zakład na rogu Porsestr. O 12 mam do niego przyjść…
-A po co?
-Nie wiem.
Magda posiodła się, odłożyła szklankę do zlewu.
-Idę się ubrać i idę do pracy…
-O której będziesz?
-Nie wiem .. dzisiaj chyba tylko na kilka godzin, mają mi pokazać co i jak…
-Ok…
-Zrobisz coś do jedzenia? –Magda wychyliła jeszcze na chwilę głowę z pokoju.
-Nie ma sprawy spoko…
Dziewczyna ubrała się i wyszła z domu, Monika w tym czasie sprzątnęła, ugotowała gotowy sos i makaron. Odłożyła wszystko do misek i schowała do lodówki. Nim się obejrzała było już grubo po 11. Zamknęła dom i wybiegła z domy by nie spóźnić się do Daniela.
Weszła do eleganckiego pomieszczenia, obwieszonego fotografiami. Nikogo nie było.
-Dzień dobry… -odezwała się głośno po polsku.
-Wejdź, wejdź… -usłyszała z pomieszczenia za ladą.
Nieśmiało obeszła ladę i wślizgnęła się do pokoju. Pokój był całkiem sporych rozmiarów, po lewej stronie ściana, w tym momencie pokryta białym płótnem, przed którym siedziała ciężarna, naga dziewczyna, owinięta białym tulem, zasłaniając piersi. Na dekolcie lekko świecił naszyjnik z czerwonych kamieni. Przed nią cały sprzęt i Daniel, kucający by zrobić zdjęcie.
Monika zaczerwieniła się i wycofała powoli.
-Chodź tu gdzie się cofasz?
-Nie chciałabym przeszkadzać… -mrukneła.
-Nie przeszkadzasz, właśnie kończymy…
Dziewczyna wciąż nie ruszała się z miejsca.
-Wstydzisz się? No dobrze poczekaj … Zaraz do Ciebie przyjdę.
Monika z chęcią wycofała się do przedsionka, skupiła się na oglądaniu zdjęć rozwieszonych na ścianach. Po chwili młoda dziewczyna już ubrana wyszła, uśmiechając się serdecznie.
-Już możesz przyjść.
-Przepraszam ale ja…
-Spokojnie, nigdy nie robiłaś pozowanych zdjęć. –mówił spokojnie, składając sprzęt.
-Nie, robiłam zdjęcia znajomym do kalendarza czy w formie plakatu…
-Naprawdę? – Daniel przerwał jej z nieukrywanym zdziwieniem. – To dlaczego się wycofałaś?
Dziewczyna zarumieniła się niewiedząc co odpowiedzieć.
-A, bo modelka była naga? Przyzwyczaisz się, robię sporo takich zdjęć… -uśmiechnął się. – A masz może gdzieś zdjęcia, które robiłaś?
-Mam w domu i na myspace…
-Tam stoi komputer –wskazał głową na drzwi.
Monika otworzyła je było to średniej wielkości pomieszczenie z komputerem, obok stała tablica, na ścianie był ekran, a naprzeciwko kanapa.
Dziewczyna usiadła i zalogowała się na serwerze. Daniel przyszedł za chwilę, przeprosił i uruchomił jakiś program, potem włączył ekran poczym usiadł na kanapie. Przed nim wyświetliła się zawartośc ekranu komputera.
Monika powoli przełączała zdjęcia. Przez chwilę się zawahała ale odważyła się pokazać również swoje przeróbki.
-Widzę, że całkiem nieźle posługujesz się photoshopem…
-Dziękuje. –mruknęła.
-Powiem Ci, że masz bardzo dobre zdjęcia, trochę można by było pod nimi jeszcze popracować ale ogólnie efekt jest bardzo dobry… -wstał z kanapy.
-Więc od kiedy możesz zacząć?
-Zacząć co? –Monika spojrzała zdziwiona.
-Jak to co? Pracę.
-Choćby od zaraz!
-Więc siadaj zaraz omówimy warunki…
Dziewczyna jak najszybciej biegła do domu, mając nadzieje, że Magda już wróciła.
-Magda! Jesteś?!
-W kuchni! – blondynka siedziała jedząc spagetii. – Co jest?
-Mam pracę!
-Serio? Gdzie?
-W Daniela, tego fotografa! Zatrudnił mnie.
Monika powiedziała o całej sytuacji, miała pracować od poniedziałku do piątku od 10 do 17, miała zarabiać 1000 E , plus premia za każde nadgodziny w weekendy gdyby Daniel potrzebował pomocy. Magda miała pracować w godzinach 9-15 lub 15-21 w zależności od zmiany, 800 E bez napiwków, których nie brakowało w Łebie.
Dziewczyny w tym momencie nie mogły uwierzyć we własne szczęście. Wyszły z domu, kupiły tradycyjnie piwo i usiadły w małym mieszkaniu opijając ten dzień.
Notki są "wprowadzające" zapewne mniej ciekawe niż późniejsze ;) Mam nadzieję, że jednak jakoś przez to przebrniecie!
Oczywiście mogę informować, jeśli jest ktoś zainteresowany niech napiszę o tym w komentarzu! :) Chcę umieścić z boku linki "czytelników", więc jeśli czytasz daj znać ;)
Zapraszam na kolejne notki i dziękuje za komentarze!
Monika obudziła się z samego rana, Magda spała w najlepsze zawinięta w kołdrę tuląc się do poduszki. Po cichu wyszła z pokoju, z świeżo zaparzoną herbatą stała przy drzwiach od balkonu. Dzień był ciepły, niebo błękitne z kilkoma chmurami, chłodniejszy wiatr delikatnie wpadał do salonu muskając jej twarz. Odłożyła pustą szklankę, narzuciła na siebie jeansy i bluzę a kapturem, naciągając go na glowę.
Wyszła z domu z aparatem, Magdzie zostawiła krótką notatkę, że niedługo będzie. Poszła do Pionier Park, gdzie kilku ludzi biegało lub wyszło z psami. Zaczęła robić zdjęcia, swoim nienajlepszym aparatem. Dostała go od ojca chrzestnego na osiemnastkę. Zdjęcia były przeciętnej jakości, często za jasne lub za ciemne z ziarnistościami. Nie przejmowała się tym, bo wszelkie korekty i ulepszenia przeprowadzała na komputerze. Który stał u niej w pokoju w Polsce. Rodzice mieli przyjechać w odwiedziny, przy okazji mieli go zabrać. Będzie mogła chociaż odprężyć się tworząc dalszą kolekcję najdziwniejszych zdjęć.
Jej uwagę przykuł siedzący na ławce mężczyzna w markowych ubraniach. Na twarzy widniały głęboko zarysowane zmarszczki. Wiekiem dosięgał czterdziestu lat. W ręku trzymał gazetę, obok niego leżała papierowa torebka z cuksami, które po kolei żuł powoli. Koło niego kręciły się gołębie z nadzieją na resztki rzucone im na śniadanie.
Dziewczyna kucnęła wyciągając aparat, zrobiła tylko jedno ujęcie. Mężczyzna podniósł wzrok z nad gazety i spojrzał w jej kierunku, widocznie usłyszał odgłos robionego zdjęcia. Odłożył gazetę i zawołał ją gestem ręki. Monika głośno przełknęła ślinę. Wstała i podeszła powoli, trzymając aparat w rękach.
-Wiesz, że nie wszyscy zgadzają się na takie zdjęcia? – usłyszała ciepły, łagodny, niemiecki głos. Sens tego zdania zrozumiała po chwili.
Zaczęła nerwowo przepraszać, gubiąc przekaz w gramatyce i w fonetyce.
-Powoli, powoli… -zaśmiał się – Nie jesteś z Niemiec? Prawda?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-Co chciałaś powiedzieć? Przeprosić?
-Tak.. – wydobyło się ciche słowo.
Mężczyzna zaśmiał się.
-Ja nie powiedziałem, że jestem urażony – mówił powoli i wyraźnie – Pokażesz zdjęcie?
Monika niepewnie włączyła podgląd i podała aparat.
-Bardzo dobre… - powiedział po chwili, zaczął mówić jakieś uwagi ale niewiele zrozumiała.
Gdy skończył spojrzał na jej oszołomioną oraz zdziwioną twarz i znów się zaśmiał.
-Nic nie zrozumiałaś?
Ze śmiechem pokiwała głową.
-Nazywam się Daniel, Daniel Laske.
Monika również się przedstawiła.
-To chyba polskie nazwisko?
-Tak… -uśmiechnęła się.
-Jesteś z Polski? – twarz Daniela aż się rozpromieniła, Monika stała lekko skołowana, to pytanie było po polsku.
-Jest Pan Polakiem?
-Tak! Jaki ten świat mały! Jestem fotografem, mam zakład na rogu Porsestr. I Jutta-Balk-str. Wcześniej mówiłem, że masz dobre zdjęcie, kadrowanie i tonacja mogłaby być inna.
-Takie zmiany już robię, gdy wgrywam fotografie na komputer, nie mam za dobrego aparatu, jak Pan widzi… -dziewczyna zarumieniła się.
-Jakim programem się posługujesz?
-Photoshopem…
-No, no … - Daniel uśmiechnął się. –A mogę zapytać co tak młoda dziewczyna robi sama w Niemczech?
-Przyjechałam tu z koleżanką na studia… Dostałyśmy się na uczelnie Otto.
-Jaki kierunek?
-Informatyka…
-Informatyka? To raczej męski kierunek … bez urazy –dodał pośpiesznie.
-Tak wiem.. –zaśmiała się – ale chcę iść na grafikę komputerową , będę miała dobre podstawy.
-Grafik? No to ambitnie! I jesteście tu same?
Monika tylko pokiwała głową.
-Sponsoring rodziców. –zaśmiał się mężczyzna.
-No właśnie nie za bardzo… -Monika spoważniała –Teraz mamy opłacone ale właśnie musimy znaleźć pracę, znaczy ja … koleżanka wczoraj dostała…
-Rozumiem … A Fotografia to hobby?
-Tak… Myślałam o połączeniu fotografii i grafiki, rozumie Pan w reklamie…
-Tylko nie Panie, mów mi Daniel… -przerwał jej.- Może mógłbym Ci pomóc… -wstał z ławki.
-Przyjdź do mojego zakładu o 12? Pasuje?
-Ale po co?
-Jeszcze zobaczymy … No musze lecieć, miło było poznać.
-Nawzajem.
Daniel ruszył alejka uśmiechając się, Monika stała lekko zszokowana, trzymając aparat w ręce. Schowała go i ruszyła w stronę domu.
Po cichu weszła do mieszkania, Magda półprzytomna siedziała pijąc zmętniałą kawę.
-Wróciłaś już… -podniosła głowę. – Gdzie byłaś?
-W parku… chciałam zrobić zdjęcia i spotkałam fotografa polaka.
-Żartujesz?
-Nie! Ma zakład na rogu Porsestr. O 12 mam do niego przyjść…
-A po co?
-Nie wiem.
Magda posiodła się, odłożyła szklankę do zlewu.
-Idę się ubrać i idę do pracy…
-O której będziesz?
-Nie wiem .. dzisiaj chyba tylko na kilka godzin, mają mi pokazać co i jak…
-Ok…
-Zrobisz coś do jedzenia? –Magda wychyliła jeszcze na chwilę głowę z pokoju.
-Nie ma sprawy spoko…
Dziewczyna ubrała się i wyszła z domu, Monika w tym czasie sprzątnęła, ugotowała gotowy sos i makaron. Odłożyła wszystko do misek i schowała do lodówki. Nim się obejrzała było już grubo po 11. Zamknęła dom i wybiegła z domy by nie spóźnić się do Daniela.
Weszła do eleganckiego pomieszczenia, obwieszonego fotografiami. Nikogo nie było.
-Dzień dobry… -odezwała się głośno po polsku.
-Wejdź, wejdź… -usłyszała z pomieszczenia za ladą.
Nieśmiało obeszła ladę i wślizgnęła się do pokoju. Pokój był całkiem sporych rozmiarów, po lewej stronie ściana, w tym momencie pokryta białym płótnem, przed którym siedziała ciężarna, naga dziewczyna, owinięta białym tulem, zasłaniając piersi. Na dekolcie lekko świecił naszyjnik z czerwonych kamieni. Przed nią cały sprzęt i Daniel, kucający by zrobić zdjęcie.
Monika zaczerwieniła się i wycofała powoli.
-Chodź tu gdzie się cofasz?
-Nie chciałabym przeszkadzać… -mrukneła.
-Nie przeszkadzasz, właśnie kończymy…
Dziewczyna wciąż nie ruszała się z miejsca.
-Wstydzisz się? No dobrze poczekaj … Zaraz do Ciebie przyjdę.
Monika z chęcią wycofała się do przedsionka, skupiła się na oglądaniu zdjęć rozwieszonych na ścianach. Po chwili młoda dziewczyna już ubrana wyszła, uśmiechając się serdecznie.
-Już możesz przyjść.
-Przepraszam ale ja…
-Spokojnie, nigdy nie robiłaś pozowanych zdjęć. –mówił spokojnie, składając sprzęt.
-Nie, robiłam zdjęcia znajomym do kalendarza czy w formie plakatu…
-Naprawdę? – Daniel przerwał jej z nieukrywanym zdziwieniem. – To dlaczego się wycofałaś?
Dziewczyna zarumieniła się niewiedząc co odpowiedzieć.
-A, bo modelka była naga? Przyzwyczaisz się, robię sporo takich zdjęć… -uśmiechnął się. – A masz może gdzieś zdjęcia, które robiłaś?
-Mam w domu i na myspace…
-Tam stoi komputer –wskazał głową na drzwi.
Monika otworzyła je było to średniej wielkości pomieszczenie z komputerem, obok stała tablica, na ścianie był ekran, a naprzeciwko kanapa.
Dziewczyna usiadła i zalogowała się na serwerze. Daniel przyszedł za chwilę, przeprosił i uruchomił jakiś program, potem włączył ekran poczym usiadł na kanapie. Przed nim wyświetliła się zawartośc ekranu komputera.
Monika powoli przełączała zdjęcia. Przez chwilę się zawahała ale odważyła się pokazać również swoje przeróbki.
-Widzę, że całkiem nieźle posługujesz się photoshopem…
-Dziękuje. –mruknęła.
-Powiem Ci, że masz bardzo dobre zdjęcia, trochę można by było pod nimi jeszcze popracować ale ogólnie efekt jest bardzo dobry… -wstał z kanapy.
-Więc od kiedy możesz zacząć?
-Zacząć co? –Monika spojrzała zdziwiona.
-Jak to co? Pracę.
-Choćby od zaraz!
-Więc siadaj zaraz omówimy warunki…
Dziewczyna jak najszybciej biegła do domu, mając nadzieje, że Magda już wróciła.
-Magda! Jesteś?!
-W kuchni! – blondynka siedziała jedząc spagetii. – Co jest?
-Mam pracę!
-Serio? Gdzie?
-W Daniela, tego fotografa! Zatrudnił mnie.
Monika powiedziała o całej sytuacji, miała pracować od poniedziałku do piątku od 10 do 17, miała zarabiać 1000 E , plus premia za każde nadgodziny w weekendy gdyby Daniel potrzebował pomocy. Magda miała pracować w godzinach 9-15 lub 15-21 w zależności od zmiany, 800 E bez napiwków, których nie brakowało w Łebie.
Dziewczyny w tym momencie nie mogły uwierzyć we własne szczęście. Wyszły z domu, kupiły tradycyjnie piwo i usiadły w małym mieszkaniu opijając ten dzień.
środa, 6.stycznia.2010, 10:42
Mam nadzieję, że z czasem coraz więcej osób zacznie czytać. Tymczasem dziękuję tym, którzy czytają! Zarówno tym, którzy nie zostawiają po sobie śladu, jak i tym którzy zostawiają! Zapraszam na kolejna notkę! :)
-Nie chce mi się .. –mruknęła Monika, grzebiąc łyżką w talerzu.
-No ale musimy – Magda zmywała swój talerz.
-No wiem, wiem… -Monika porzuciła nadzieje ze skończeniem zupki chińskiej na śniadanie.
-Teraz mamy kasę, ale jak zacznie się rok… Przecież nie możemy brać od rodziców, w końcu umówiliśmy się…
-Wiem. Nie musisz mi przypominać… - wrzuciła do połowy pełny talerz do zlewu.
Weszła do salonu i otworzyła balkonowe drzwi. Ciepłe powietrze natychmiast wleciało do pokoju wraz z hukiem gwaru na ulicy. Wcale nie chciała wychodzić na ten skwar wiedząc, że nie może nałożyć luźnych rzeczy, bluzek na ramiączkach i szerokich butach z grubą sznurówką. Szła szukać pracy. Musiała nałożyć długie spodnie najlepiej proste ciemne. Do tego bluzkę nie rzucającą się w oczy z ciasno związanymi włosami w koka. Udając, że ciepło które panowało wcale jej nie przeszkadza. Musiała znaleźć pracę w której zaakceptują to, że jest studentką, że nie mówi biegle po niemiecku i nie będą chcieli jej wykorzystać finansowo. Stała tak oparta z narastającą niechęcią, drapiąc się w piżamie. Wiedziała, że przecież to konieczne. Chciały przeprowadzić remont w mieszkaniu za zgoda właściciela, musiały mieć pieniądze na własne wydatki, jedzenie, rachunki.
-Jak to szybko trzeba dorosnąć – westchnęła sama do siebie chowając głowę na ramionach.
Magda kończyła zmywać, wytarła ręce i spojrzała na jeszcze nieubraną koleżankę opierającą się o barierkę. Sama tez miała takie same odczucia. To wszystko stało się tak nagle. Tutaj w domu z rodziną w małej miejscowości, dojeżdżając na uczelnie. A w drugiej całkowita zmiana. Mieszkanie z lokatorką na własną kieszeń, z dala od domu. A to był tylko luźny głupi pomysł, żeby wysłać dokumenty na Uczelnie Otto von Guerick’a na Leipzigerstr. 44 w Magdeburgu.
-Gdyby tak studiować za granicą… -Monika leżała w swoim pokoju na rozłożonym łóżku.
-Ehe jasne…
-No ale zobacz wróciłybyśmy potem do Polski i każda praca nasza!
-No tak jasne ale najpierw trzeba by było się dostać, Hmmm?
-e tam szczegóły…
-Poza tym jakbym miała już studiować za granicą to medycynę… -Magda odwróciła się z powrotem do biurka, przeglądając jakąś stronę internetową.
-No a ja informatykę… -Monika poderwała się i wyrwała klawiaturę koleżance.
-Ej!
-Oj cicho… - szybko wpisała hasło studiów za granicą.
-Monika daj sobie spokój… -Magda siedziała na krześle gapiąc się na sufit, od czasu do czasu zaglądając na monitor.
-Zobacz…
-Co? – przysunęła się.
-W Magdeburgu jest uczelnia i jest wydział informatyki…
-No to jedź.. –zaśmiała się blondynka.
-Medycyny tez jest!
-Jak to?
-To jakaś uczelnia połączona z dwóch szkół…
Przez kolejne dwa dni szukały jak najwięcej informacji. Najwięcej dowiedziały się z niemieckiej strony Uczelni, pomagając sobie słownikami. Wyniki z matur były bez większych zarzutów, w politechnice szło im dobrze. Napisały podanie, poprawiając je u byłej nauczycielki z Niemieckiego i wysłały. Nawet nie wspominając o tym rodzicom. Sądziły, że i tak nie mają najmniejszych szans. Jak bardzo się myliły. W ciągu dwóch tygodni dostały odpowiedź, że zostały przyjęte. Przez następne dni, chodziły nie mogąc w to uwierzyć. Dostały się! Tylko jak powiedzieć to rodzicom?
Rodzice Magdy, po słowach „dostałam się na studia w Niemczech, chcę tam wyjechać” dostali prawie ataku serca. Zaczął się krzyk. Gdy w końcu wydarła się, że dostała się tam medycynę, rodzice oszaleli … ale ze szczęścia.
U Moniki sytuacja wyglądała trochę inaczej. Wytłumaczyła, że miałaby dobry start, informatyka w Niemczech na pewno jest na wyższym poziomie, łatwiej jej będzie znaleźć pracę, podawała wszelkie argumenty. Jej rodzice nic nie odpowiedzieli. Dopiero na następny dzień odważyli się na rozmowę. Zaczęła się dyskusja, co, gdzie jak. Dziewczyna opowiedziała sytuacje od początku do końca.
Tego samego dnia rodzice Moniki i Magdy spotkali się. Rozmawiali na osobności. W końcu zgodzili się. Ustalili, że gdy znajdą mieszkanie, pomogą im na początku – jednak jeśli biorą to na poważnie, muszą pogodzić się z myślą, że czas zacząć pracę. Niemożliwe byłoby dodatkowe utrzymywanie mieszkania.
Dziewczyny pojechały do Niemiec, znalazły w końcu małą „norkę” i szykowały się do wyjazdu. Musiały załatwić wszystkie formalne sprawy na uczelni, zapisały się na kilka dodatkowych godzin z niemieckiego, wielkie pakowanie, jeszcze większe żegnanie się ze znajomymi i rodziną. Rodzice zgodzili się, by wyjechały już w czasie wakacji. Zapoznają się z miastem i językiem.
Teraz wychodziły na rozgrzaną ulicę mając nadzieję, że znajdą jakąś pracę. Na pierwsze miesiące miały odłożone pieniądze. Były to ściśle określone wydatki.
Nie za bardzo wiedząc od czego zacząć, szły powoli uliczkami rozglądając się za ogłoszeniami. Od czasu do czasu wchodziły do jednego z sklepów, pytając o informację wywieszoną na szybie. Większość była nieaktualna lub za grosze.
-Jak tak dalej pójdzie, będziemy musiały się zdecydować na którąś z tamtych… -westchnęła Monika. Siedząc na ławce w Pionier Park, chowając się w cieniu przed słońcem.
-Tak tylko za to, to nam najwyżej starczy na mieszkanie, rachunki i reszta miesiąca jak najubożej… - siedziała obok niej, patrząc na przechodzących ludzi w ich wieku.
-Już chyba lepiej, żyć ubogo niż nie mieć w ogóle kasy.
-No wiem… - spojrzała na koleżankę – Całkiem inaczej sobie to wyobrażałam.
-Uwierz mi ja też…
Siedziały tak przez kilka minut w ciszy, zdołowane dzisiejszym niepowodzeniem, zastanawiając się co właściwie zrobić. Mogą spróbować szukać czegoś innego lub zgodzić się na kiepski zarobek. Z tą wadą, że mogą niczego lepszego nie znaleźć a te „kiepskie” oferty ktoś zajmie. Nie każdy potrzebuję pracy na spłatę czynszu – ludzie w ich wieku wydawali to głównie na zabawę i przyjemności. One nie miały tego luksusu.
-Jestem cała mokra… -odezwała się pierwsza Magda.
-Chodźmy do domu, nic dzisiaj nie zrobimy… Jutro spróbujemy jeszcze raz, jak nic nie znajdziemy bierzemy pierwszą pracą z brzegu. –Monika wstała.
Magda tylko kiwnęła głową i razem poszły do ich nowego domu. Zrzuciły ubrania, nakładając typowo letnie stroje.
-Chcesz coś zjeść? – Magda przekładała głowę przez tunikę.
-Zupkę chińską? – zaśmiała się ironicznie Monika, nakładając jeansowe szorty.
-No co?
-Nie, nic… Nie dzięki nie jestem głodna – przerzuciła przez głowę bluzkę na ramiączkach i otworzyła okno.
-Zamykaj to! Będzie tylko gorzej!
-Nie wytrzymam w tym mieszkaniu… -spojrzała na nią, posłusznie zamykając okno i siadając na parapecie.
Dziewczyny przeszły na Hasselbachplatz wsiadły w tramwaj 5 i pojechały na Askanischer Platz, by usiąść na piasku w tłumie ludzi, mając nadzieje na poprawę humoru.
Usiadły z boku, patrząc jak rodziny śmieją się popijając wodę czy jedząc lody.
-Stać nas na piwo w barze? – Monika spojrzała jak czwórka młodych ludzi stoi niedaleko od lady, pijąc drinki z palemką.
-Jak jutro byśmy znalazły pracę to tak… - Monika spojrzała tylko na koleżankę, gdy ta jej odpowiedziała. – Kupię, nie patrz tak na mnie… - Magda wstała otrzepując się z piasku.
Czekała na nią, „gapiąc się” na Łebę , jak po tafli wody migają promienie słońca. Słyszała wokół gwar i śmiech ludzi, dobijało ją to jeszcze bardziej.
-Trzeba było siedzieć w Polsce… -położyła się na wznak na rozgrzanym piasku. Odwróciła głowę w stronę baru, koło Magdy stały już dwa piwa ale ona nie ruszała się z miejsca, rozmawiając zawzięcie z barmanem.
-No to świetnie… - zaśmiała się Monika pod nosem, zamykając oczy.
-Masz! – po kilku minutach, usłyszała obok siebie.
-O! Wróciłaś… - dziewczyna od razu wzięła sporego łyka z butelki.
-No co? – Blondynka, była czerwona i uśmiechnięta.
-Fajny chociaż jakiś?
-Kto?
-Głupie pytania zadajesz…
-Aaa… No tak fajny, ma żonę i dwójkę dzieci… -Magda wzięła łyka.
-Za żonatego się bierzesz? –Monika zaśmiała się.
-Skończyłaś? Nie flirtowałam tylko rozmawiałam o pracy…
Okazało się, że w barze brakowało kelnerki, na czas wakacji, aż bar zostanie zamknięty do następnego sezonu, na ten czas Magda zostanie zatrudniona. Jeśli się sprawdzi, może uda się ja polecić w jakimś okolicznym pubie, gdzie miałaby pracę na stałe. W rozmowie kwalifikacyjnej na takie posady, zwykle robiło wrażenie doświadczenie w letnim barze Łeba.
-Czyli teraz ja zostałam?
-Na to wygląda…
-Zajmę się tym jutro… -Moniką pociągnęła kolejnego łyka z butelki, lekko nią kołysząc.
-Nie chce mi się .. –mruknęła Monika, grzebiąc łyżką w talerzu.
-No ale musimy – Magda zmywała swój talerz.
-No wiem, wiem… -Monika porzuciła nadzieje ze skończeniem zupki chińskiej na śniadanie.
-Teraz mamy kasę, ale jak zacznie się rok… Przecież nie możemy brać od rodziców, w końcu umówiliśmy się…
-Wiem. Nie musisz mi przypominać… - wrzuciła do połowy pełny talerz do zlewu.
Weszła do salonu i otworzyła balkonowe drzwi. Ciepłe powietrze natychmiast wleciało do pokoju wraz z hukiem gwaru na ulicy. Wcale nie chciała wychodzić na ten skwar wiedząc, że nie może nałożyć luźnych rzeczy, bluzek na ramiączkach i szerokich butach z grubą sznurówką. Szła szukać pracy. Musiała nałożyć długie spodnie najlepiej proste ciemne. Do tego bluzkę nie rzucającą się w oczy z ciasno związanymi włosami w koka. Udając, że ciepło które panowało wcale jej nie przeszkadza. Musiała znaleźć pracę w której zaakceptują to, że jest studentką, że nie mówi biegle po niemiecku i nie będą chcieli jej wykorzystać finansowo. Stała tak oparta z narastającą niechęcią, drapiąc się w piżamie. Wiedziała, że przecież to konieczne. Chciały przeprowadzić remont w mieszkaniu za zgoda właściciela, musiały mieć pieniądze na własne wydatki, jedzenie, rachunki.
-Jak to szybko trzeba dorosnąć – westchnęła sama do siebie chowając głowę na ramionach.
Magda kończyła zmywać, wytarła ręce i spojrzała na jeszcze nieubraną koleżankę opierającą się o barierkę. Sama tez miała takie same odczucia. To wszystko stało się tak nagle. Tutaj w domu z rodziną w małej miejscowości, dojeżdżając na uczelnie. A w drugiej całkowita zmiana. Mieszkanie z lokatorką na własną kieszeń, z dala od domu. A to był tylko luźny głupi pomysł, żeby wysłać dokumenty na Uczelnie Otto von Guerick’a na Leipzigerstr. 44 w Magdeburgu.
-Gdyby tak studiować za granicą… -Monika leżała w swoim pokoju na rozłożonym łóżku.
-Ehe jasne…
-No ale zobacz wróciłybyśmy potem do Polski i każda praca nasza!
-No tak jasne ale najpierw trzeba by było się dostać, Hmmm?
-e tam szczegóły…
-Poza tym jakbym miała już studiować za granicą to medycynę… -Magda odwróciła się z powrotem do biurka, przeglądając jakąś stronę internetową.
-No a ja informatykę… -Monika poderwała się i wyrwała klawiaturę koleżance.
-Ej!
-Oj cicho… - szybko wpisała hasło studiów za granicą.
-Monika daj sobie spokój… -Magda siedziała na krześle gapiąc się na sufit, od czasu do czasu zaglądając na monitor.
-Zobacz…
-Co? – przysunęła się.
-W Magdeburgu jest uczelnia i jest wydział informatyki…
-No to jedź.. –zaśmiała się blondynka.
-Medycyny tez jest!
-Jak to?
-To jakaś uczelnia połączona z dwóch szkół…
Przez kolejne dwa dni szukały jak najwięcej informacji. Najwięcej dowiedziały się z niemieckiej strony Uczelni, pomagając sobie słownikami. Wyniki z matur były bez większych zarzutów, w politechnice szło im dobrze. Napisały podanie, poprawiając je u byłej nauczycielki z Niemieckiego i wysłały. Nawet nie wspominając o tym rodzicom. Sądziły, że i tak nie mają najmniejszych szans. Jak bardzo się myliły. W ciągu dwóch tygodni dostały odpowiedź, że zostały przyjęte. Przez następne dni, chodziły nie mogąc w to uwierzyć. Dostały się! Tylko jak powiedzieć to rodzicom?
Rodzice Magdy, po słowach „dostałam się na studia w Niemczech, chcę tam wyjechać” dostali prawie ataku serca. Zaczął się krzyk. Gdy w końcu wydarła się, że dostała się tam medycynę, rodzice oszaleli … ale ze szczęścia.
U Moniki sytuacja wyglądała trochę inaczej. Wytłumaczyła, że miałaby dobry start, informatyka w Niemczech na pewno jest na wyższym poziomie, łatwiej jej będzie znaleźć pracę, podawała wszelkie argumenty. Jej rodzice nic nie odpowiedzieli. Dopiero na następny dzień odważyli się na rozmowę. Zaczęła się dyskusja, co, gdzie jak. Dziewczyna opowiedziała sytuacje od początku do końca.
Tego samego dnia rodzice Moniki i Magdy spotkali się. Rozmawiali na osobności. W końcu zgodzili się. Ustalili, że gdy znajdą mieszkanie, pomogą im na początku – jednak jeśli biorą to na poważnie, muszą pogodzić się z myślą, że czas zacząć pracę. Niemożliwe byłoby dodatkowe utrzymywanie mieszkania.
Dziewczyny pojechały do Niemiec, znalazły w końcu małą „norkę” i szykowały się do wyjazdu. Musiały załatwić wszystkie formalne sprawy na uczelni, zapisały się na kilka dodatkowych godzin z niemieckiego, wielkie pakowanie, jeszcze większe żegnanie się ze znajomymi i rodziną. Rodzice zgodzili się, by wyjechały już w czasie wakacji. Zapoznają się z miastem i językiem.
Teraz wychodziły na rozgrzaną ulicę mając nadzieję, że znajdą jakąś pracę. Na pierwsze miesiące miały odłożone pieniądze. Były to ściśle określone wydatki.
Nie za bardzo wiedząc od czego zacząć, szły powoli uliczkami rozglądając się za ogłoszeniami. Od czasu do czasu wchodziły do jednego z sklepów, pytając o informację wywieszoną na szybie. Większość była nieaktualna lub za grosze.
-Jak tak dalej pójdzie, będziemy musiały się zdecydować na którąś z tamtych… -westchnęła Monika. Siedząc na ławce w Pionier Park, chowając się w cieniu przed słońcem.
-Tak tylko za to, to nam najwyżej starczy na mieszkanie, rachunki i reszta miesiąca jak najubożej… - siedziała obok niej, patrząc na przechodzących ludzi w ich wieku.
-Już chyba lepiej, żyć ubogo niż nie mieć w ogóle kasy.
-No wiem… - spojrzała na koleżankę – Całkiem inaczej sobie to wyobrażałam.
-Uwierz mi ja też…
Siedziały tak przez kilka minut w ciszy, zdołowane dzisiejszym niepowodzeniem, zastanawiając się co właściwie zrobić. Mogą spróbować szukać czegoś innego lub zgodzić się na kiepski zarobek. Z tą wadą, że mogą niczego lepszego nie znaleźć a te „kiepskie” oferty ktoś zajmie. Nie każdy potrzebuję pracy na spłatę czynszu – ludzie w ich wieku wydawali to głównie na zabawę i przyjemności. One nie miały tego luksusu.
-Jestem cała mokra… -odezwała się pierwsza Magda.
-Chodźmy do domu, nic dzisiaj nie zrobimy… Jutro spróbujemy jeszcze raz, jak nic nie znajdziemy bierzemy pierwszą pracą z brzegu. –Monika wstała.
Magda tylko kiwnęła głową i razem poszły do ich nowego domu. Zrzuciły ubrania, nakładając typowo letnie stroje.
-Chcesz coś zjeść? – Magda przekładała głowę przez tunikę.
-Zupkę chińską? – zaśmiała się ironicznie Monika, nakładając jeansowe szorty.
-No co?
-Nie, nic… Nie dzięki nie jestem głodna – przerzuciła przez głowę bluzkę na ramiączkach i otworzyła okno.
-Zamykaj to! Będzie tylko gorzej!
-Nie wytrzymam w tym mieszkaniu… -spojrzała na nią, posłusznie zamykając okno i siadając na parapecie.
Dziewczyny przeszły na Hasselbachplatz wsiadły w tramwaj 5 i pojechały na Askanischer Platz, by usiąść na piasku w tłumie ludzi, mając nadzieje na poprawę humoru.
Usiadły z boku, patrząc jak rodziny śmieją się popijając wodę czy jedząc lody.
-Stać nas na piwo w barze? – Monika spojrzała jak czwórka młodych ludzi stoi niedaleko od lady, pijąc drinki z palemką.
-Jak jutro byśmy znalazły pracę to tak… - Monika spojrzała tylko na koleżankę, gdy ta jej odpowiedziała. – Kupię, nie patrz tak na mnie… - Magda wstała otrzepując się z piasku.
Czekała na nią, „gapiąc się” na Łebę , jak po tafli wody migają promienie słońca. Słyszała wokół gwar i śmiech ludzi, dobijało ją to jeszcze bardziej.
-Trzeba było siedzieć w Polsce… -położyła się na wznak na rozgrzanym piasku. Odwróciła głowę w stronę baru, koło Magdy stały już dwa piwa ale ona nie ruszała się z miejsca, rozmawiając zawzięcie z barmanem.
-No to świetnie… - zaśmiała się Monika pod nosem, zamykając oczy.
-Masz! – po kilku minutach, usłyszała obok siebie.
-O! Wróciłaś… - dziewczyna od razu wzięła sporego łyka z butelki.
-No co? – Blondynka, była czerwona i uśmiechnięta.
-Fajny chociaż jakiś?
-Kto?
-Głupie pytania zadajesz…
-Aaa… No tak fajny, ma żonę i dwójkę dzieci… -Magda wzięła łyka.
-Za żonatego się bierzesz? –Monika zaśmiała się.
-Skończyłaś? Nie flirtowałam tylko rozmawiałam o pracy…
Okazało się, że w barze brakowało kelnerki, na czas wakacji, aż bar zostanie zamknięty do następnego sezonu, na ten czas Magda zostanie zatrudniona. Jeśli się sprawdzi, może uda się ja polecić w jakimś okolicznym pubie, gdzie miałaby pracę na stałe. W rozmowie kwalifikacyjnej na takie posady, zwykle robiło wrażenie doświadczenie w letnim barze Łeba.
-Czyli teraz ja zostałam?
-Na to wygląda…
-Zajmę się tym jutro… -Moniką pociągnęła kolejnego łyka z butelki, lekko nią kołysząc.
poniedziałek, 4.stycznia.2010, 08:17
Dziękuję za te szczere komentarze! To miło,że ktoś zwraca uwagę na to "co" się piszę ;) Wszystko zaczyna się zwykle banalnie. Myślę, że nie raz historia was zaskoczy! Nie mogę wam zagwarantować, że się wam spodoba... ale na pewno mogę zagwarantować, że takiego opowiadania nigdy nie czytałyście! Choćby dlatego, że wymienione ulice, miejsca, nawet niektóre osoby są prawdziwe! Zapraszam serdecznie na kolejne notki! Bardzo dziękuję za zainteresowanie!
Pierwsza noc w nowym miejscu jest chyba zawsze najtrudniejsza. Tak samo było i tym razem. Mijały godziny a dziewczyny w mieszkaniu odwracały się raz po raz na drugi bok z nadzieją zaśnięcia. Pomijając ujadanie psów i hałasu od pociągów, w pokoju panowała głucha cisza, przerywana szelestem pościeli.
-Śpisz? – zapytała Monika szeptem.
-Tak jakbyś nie wiedziała…
-No co…
Magda poderwała się z łóżka i usiadła na nim.
-Nie wytrzymam…
Monika leżała gapiąc się w sufit, patrzyła jak kruszy się delikatnie od hałasu pociągów.
Magda wstała otworzyła okno na oścież, czekała aż świeże, chłodne powietrze wleci do pokoju z siłą, która powali ją do spania. Zamiast tego w twarz buchnęło jej ciepłe powietrze ze wzmocnioną siłą hałasu.
-Muszę się odświeżyć…-zamknęła nerwowo okno.
-Tutaj będzie Ci raczej ciężko.. –Monika spojrzała na nią, wciąż leżąc.
Magda podeszła do komody i zaczeła się ubierać.
-Co ty robisz?
-Wychodzimy…
-My? –zaśmiała się Monika.
-Nie mów, że nie chcesz.
Szły powoli Schonebecker straBe aż doszły do Pionier Park. Było ciemno, nad alejkami unosiła się lekka mgiełka, oświecona przez latarnie. Ominęły park i szły powoli Schleinufer w towarzystwie cieni w zaułkach. Od czasu do czasu przejechał samochód, czasem spłoszony kot znikał w ciemnościach. A drogą szły dwie młode dziewczyny, milcząc i myśląc co właściwie je tu czeka. W powietrzu czuło się zapach wakacyjnej nocy, chęć na spanie odeszła całkowicie. Wtulone w bluzy słuchały własnych kroków odbijających się głuchym echem od chodników.
-Może macie racje… -przerwał milczenie Tom.-Brakowało mi takich chwil… - powiedział po czym dokończył zawartość puszki, która trzymał w ręce.
-Zapomniałem jaką radość może dać zwykłe siedzenie… -zaśmiał się Gustav, przesypując w dłoni piasek.
-To, to miejsce… -odezwał się Bill, kręcąc powoli resztą piany na dnie butelki.
-Nie chce wyjeżdżać… Zostałbym tutaj w Magdeburgu… -Georg siedział na podeście, intensywnie patrząc na piasek, który przerzucał na butach.
-Ja też.. Tylko, że trudno tutaj będzie o prywatność o którą nam chodzi… - Bill wypił pianę, odrzucając butelkę na bok.
-Jakoś damy radę… Mi wystarczy przychodzenie tu nad Elbę w nocy … -Gustav położył się patrząc w niebo. – Jesteśmy sami, nikogo nie ma… -kontynuował.
-Jesteś pewny? –Tom patrzył na dwie sylwetki, które wchodziły właśnie na piasek, szły powoli tuż przy barierce.
Gustav oparł się na łokciach – Widzieli nas?
-Chyba nie… -Tom nie spuszczał wzorku z sylwetek, próbując odgadnąć kim są.
-To chyba jakieś dzieci… -mruknął.
-O tej godzinie? –Bill wyprostował się.
Teraz już cała czwórka patrzyła jak dwie osoby zatrzymują się opierając się o barierkę, jedna usiadła na niej tyłem do rzeki. Postać zauważyła chłopaków, szturchnęła towarzysza, który odwrócił się patrząc tak samo intensywnie jak oni sami.
-Poznali nas? – mruknął Georg.
-Niemożliwe…
Po chwili osoba stojąca odwróciła się, a siedząca na barierce patrzyła na nią. Od czas do czasu kontem oka zaglądając w stronę podestu do baru, przy którym siedziało czterech chłopaków.
-To dwie dziewczyny …-zauważył Georg.
-Widzicie… Jest spokój.. –Gustav znów położył się, patrząc w gwiazdy.
-A ja mam jakieś dziwne przeczucia… -Bill otrzepał się z piasku.
-Dalej się gapią? –mruknęła Magda.
-Nie już nie… -Monika niby poprawiając włosy spojrzała w stronę baru.
-Myślisz, że coś mogą zrobić?
-Jakby chcieli to już by tu szli a nie kładli się na piasku…
-Myślałam, że nikogo nie będzie…
-Ja też… -Monika westchnęła i spojrzała na niebo.
Magdy wzrok spoczywał na odblaskach światła na rzece, gdzie pomiędzy niby odbijały się słabo gwiazdy.
-Nie ma co trzeba wracać… -Monika zeskoczyła z barierki, tracąc przy tym równowagę wylądowała twarzą w piasku. Gdy podniosła się na rękach, słyszała tylko śmiech Magdy. Spojrzała w stronę baru, gdzie czterech facetów wyciągało szyje by zobaczyć co się stało.
Wstała gwałtownie, plując piaskiem, ścierając go z twarzy.
-Jak ty to zrobiłaś! –Magda nie mogła opanować śmiechu.
-Daj mi spokój… -mrukneła Monika powstrzymując się od śmiechu, czując jak robi się czerwona.
-Chodźmy już…- Magda po raz ostatni zaśmiała się, nabrała powietrza i ruszyła.
-Patrz oni tez już idą… -Monika próbowała wytrzepać piasek z włosów idąc powoli za Magdą.
-Tak to pewnie przeznaczenie. –zakpiła Magda.
-A skąd wiesz! –Monika dorównała jej kroku.
Gdy wychodziły w niewielkiej odległości za nimi szli chłopacy z baru. Rozmawiali po niemiecku szeptem jakby bali się, że usłyszą. Monika zerknęła przez ramię na sekundę, by oszacować idących za nimi towarzyszy. Wydawała jej się, że ich zna ale nie odważyła się spojrzeć jeszcze raz. Skręciły w Schleinrufera, chłopacy poszli prosto Walter-Rathenau-straBe.
-Miałam dziwne wrażenie, że ich znam.. –odezwała się Monika na zakręcie.
Odwróciła się, cztery zarysowane sylwetki szły koło siebie, przeszły przez ulice i powoli zanikały.
-Niby skąd? –Magda spojrzała za siebie.
-Nie wiem…
Dziewczyny szły powoli nie odzywając się. Miały niemiłe uczucie, że coś jest nie tak. Mimo, że były już koło Ernst-Reuter-Alle Monika dalej oglądała się jakby to miało uspokoić jej dręczące uczucie.
W tym samym czasie czwórka chłopaków na Walther-Rathenau-StraBe szła powoli każdy patrząc przed siebie. Mając nadzieje, że będą mogli spędzić najbliższy czas podobnie jak dzisiaj. Siedząc, rozmawiając bez całego zbędnego zgiełku obok nich. Z nadzieją, że będą mogli nie martwić się, czy ktoś zaraz ich rozpozna. Z nadzieją, że gdy następnym razem spotkają kogoś na drodze, zamiast patrzeć podejrzliwie będą mogli podejść i porozmawiać jak każdy człowiek w ich wieku.
Pierwsza noc w nowym miejscu jest chyba zawsze najtrudniejsza. Tak samo było i tym razem. Mijały godziny a dziewczyny w mieszkaniu odwracały się raz po raz na drugi bok z nadzieją zaśnięcia. Pomijając ujadanie psów i hałasu od pociągów, w pokoju panowała głucha cisza, przerywana szelestem pościeli.
-Śpisz? – zapytała Monika szeptem.
-Tak jakbyś nie wiedziała…
-No co…
Magda poderwała się z łóżka i usiadła na nim.
-Nie wytrzymam…
Monika leżała gapiąc się w sufit, patrzyła jak kruszy się delikatnie od hałasu pociągów.
Magda wstała otworzyła okno na oścież, czekała aż świeże, chłodne powietrze wleci do pokoju z siłą, która powali ją do spania. Zamiast tego w twarz buchnęło jej ciepłe powietrze ze wzmocnioną siłą hałasu.
-Muszę się odświeżyć…-zamknęła nerwowo okno.
-Tutaj będzie Ci raczej ciężko.. –Monika spojrzała na nią, wciąż leżąc.
Magda podeszła do komody i zaczeła się ubierać.
-Co ty robisz?
-Wychodzimy…
-My? –zaśmiała się Monika.
-Nie mów, że nie chcesz.
Szły powoli Schonebecker straBe aż doszły do Pionier Park. Było ciemno, nad alejkami unosiła się lekka mgiełka, oświecona przez latarnie. Ominęły park i szły powoli Schleinufer w towarzystwie cieni w zaułkach. Od czasu do czasu przejechał samochód, czasem spłoszony kot znikał w ciemnościach. A drogą szły dwie młode dziewczyny, milcząc i myśląc co właściwie je tu czeka. W powietrzu czuło się zapach wakacyjnej nocy, chęć na spanie odeszła całkowicie. Wtulone w bluzy słuchały własnych kroków odbijających się głuchym echem od chodników.
-Może macie racje… -przerwał milczenie Tom.-Brakowało mi takich chwil… - powiedział po czym dokończył zawartość puszki, która trzymał w ręce.
-Zapomniałem jaką radość może dać zwykłe siedzenie… -zaśmiał się Gustav, przesypując w dłoni piasek.
-To, to miejsce… -odezwał się Bill, kręcąc powoli resztą piany na dnie butelki.
-Nie chce wyjeżdżać… Zostałbym tutaj w Magdeburgu… -Georg siedział na podeście, intensywnie patrząc na piasek, który przerzucał na butach.
-Ja też.. Tylko, że trudno tutaj będzie o prywatność o którą nam chodzi… - Bill wypił pianę, odrzucając butelkę na bok.
-Jakoś damy radę… Mi wystarczy przychodzenie tu nad Elbę w nocy … -Gustav położył się patrząc w niebo. – Jesteśmy sami, nikogo nie ma… -kontynuował.
-Jesteś pewny? –Tom patrzył na dwie sylwetki, które wchodziły właśnie na piasek, szły powoli tuż przy barierce.
Gustav oparł się na łokciach – Widzieli nas?
-Chyba nie… -Tom nie spuszczał wzorku z sylwetek, próbując odgadnąć kim są.
-To chyba jakieś dzieci… -mruknął.
-O tej godzinie? –Bill wyprostował się.
Teraz już cała czwórka patrzyła jak dwie osoby zatrzymują się opierając się o barierkę, jedna usiadła na niej tyłem do rzeki. Postać zauważyła chłopaków, szturchnęła towarzysza, który odwrócił się patrząc tak samo intensywnie jak oni sami.
-Poznali nas? – mruknął Georg.
-Niemożliwe…
Po chwili osoba stojąca odwróciła się, a siedząca na barierce patrzyła na nią. Od czas do czasu kontem oka zaglądając w stronę podestu do baru, przy którym siedziało czterech chłopaków.
-To dwie dziewczyny …-zauważył Georg.
-Widzicie… Jest spokój.. –Gustav znów położył się, patrząc w gwiazdy.
-A ja mam jakieś dziwne przeczucia… -Bill otrzepał się z piasku.
-Dalej się gapią? –mruknęła Magda.
-Nie już nie… -Monika niby poprawiając włosy spojrzała w stronę baru.
-Myślisz, że coś mogą zrobić?
-Jakby chcieli to już by tu szli a nie kładli się na piasku…
-Myślałam, że nikogo nie będzie…
-Ja też… -Monika westchnęła i spojrzała na niebo.
Magdy wzrok spoczywał na odblaskach światła na rzece, gdzie pomiędzy niby odbijały się słabo gwiazdy.
-Nie ma co trzeba wracać… -Monika zeskoczyła z barierki, tracąc przy tym równowagę wylądowała twarzą w piasku. Gdy podniosła się na rękach, słyszała tylko śmiech Magdy. Spojrzała w stronę baru, gdzie czterech facetów wyciągało szyje by zobaczyć co się stało.
Wstała gwałtownie, plując piaskiem, ścierając go z twarzy.
-Jak ty to zrobiłaś! –Magda nie mogła opanować śmiechu.
-Daj mi spokój… -mrukneła Monika powstrzymując się od śmiechu, czując jak robi się czerwona.
-Chodźmy już…- Magda po raz ostatni zaśmiała się, nabrała powietrza i ruszyła.
-Patrz oni tez już idą… -Monika próbowała wytrzepać piasek z włosów idąc powoli za Magdą.
-Tak to pewnie przeznaczenie. –zakpiła Magda.
-A skąd wiesz! –Monika dorównała jej kroku.
Gdy wychodziły w niewielkiej odległości za nimi szli chłopacy z baru. Rozmawiali po niemiecku szeptem jakby bali się, że usłyszą. Monika zerknęła przez ramię na sekundę, by oszacować idących za nimi towarzyszy. Wydawała jej się, że ich zna ale nie odważyła się spojrzeć jeszcze raz. Skręciły w Schleinrufera, chłopacy poszli prosto Walter-Rathenau-straBe.
-Miałam dziwne wrażenie, że ich znam.. –odezwała się Monika na zakręcie.
Odwróciła się, cztery zarysowane sylwetki szły koło siebie, przeszły przez ulice i powoli zanikały.
-Niby skąd? –Magda spojrzała za siebie.
-Nie wiem…
Dziewczyny szły powoli nie odzywając się. Miały niemiłe uczucie, że coś jest nie tak. Mimo, że były już koło Ernst-Reuter-Alle Monika dalej oglądała się jakby to miało uspokoić jej dręczące uczucie.
W tym samym czasie czwórka chłopaków na Walther-Rathenau-StraBe szła powoli każdy patrząc przed siebie. Mając nadzieje, że będą mogli spędzić najbliższy czas podobnie jak dzisiaj. Siedząc, rozmawiając bez całego zbędnego zgiełku obok nich. Z nadzieją, że będą mogli nie martwić się, czy ktoś zaraz ich rozpozna. Z nadzieją, że gdy następnym razem spotkają kogoś na drodze, zamiast patrzeć podejrzliwie będą mogli podejść i porozmawiać jak każdy człowiek w ich wieku.
niedziela, 3.stycznia.2010, 13:43
Kiedyś pisałam bloga, właśnie pod tym nickiem, może są jeszcze fani z początku kariery, którzy pamiętają tamto opowiadanie. Dwa lata temu zaczęłam pisać nowe. Miałam pewną przerwę i znów do niego wróciłam. Teraz stwierdziłam, że dlaczego by go opublikować?
Teraz patrząc na wygląd chłopaków, może być kilka błędów np. pisanie o Tomu w formie "dredziarz". Uznajcie to za moment, gdy jeszcze taki był... potem zrozumiecie.
-Wierzysz w to? – odezwała się ciemnowłosa dziewczyna, kładąc torbę na łóżku w małym mieszkaniu na Marienstr.
-Niby w co? –odpowiedziała blondynka, która patrzyła przez okno, oparta o parapet.
-Że się dostałyśmy! –bezwładnie opadła na łóżko. –Przecież tyle ludzi chce studiować na Uczelni Guerick’a. To istny cud!
-Nie przesadzaj… -burknęła blondynka i odwróciła się w jej stronę. –Miałyśmy przecież dobre wyniki z matury i na polibudzie też nam dobrze szło.
Ciemnowłosa usiadła po turecku na łóżku, spojrzała na swoją lokatorkę.
-Mimo to dalej w to nie wierze. – podeszła do okna –Zobacz jesteśmy w Magdeburgu!
-Jedyne co widzę to te cholerne pociągi. –westchnęła blondynka.-Dlaczego wynajęłyśmy to mieszkanie?
-Nie przesadzaj nie jest tak źle, mamy blisko przynajmniej na uczelnie. Poza tym na to nas stać. –zaśmiała się.
-Dla mnie to i tak nora.
Mieszkanie było stare i małe. Przy wejściu mała otwarta kuchnia z jasnymi szafkami z blatem, przy którym można było jeść. Przy kuchni mały salon, gdzie stała ledwo trzymająca się zielona kanapa z rozpadającym się stoliczkiem na kawe. Na przeciwko dwa puste regały między którymi stała komoda, na której kiedyś najprawdopodobniej stał telewizor. Na ścianie kurzem zaznaczony był jego kontur. Po prawej stronie kanapy duże drzwi balkonowe tyle, że bez balkonu. Ogrodzone były barierką z której spadała również zielona farba zżerana przez rdze. Więcej nic by się tu nie zmieściło.
Po lewej stronie od wejścia, zza zabudowaną mała szafą znajdowała się łazienka. Nic szczególnego wanna, sedes, pralka i umywalka ze szklanymi półkami wokół. Na ścianie wisiało wielkie lustro. Kafelki na ścianie i podłodze były białe. Właściciel powiedział, że miesiąc temu był przeprowadzony tu remont.
Między łazienką a ostatnim pokojem znajdowało się pomieszczenie, nic w nim nie było a powierzchnią nie przekraczało 2x2.
Naprzeciwko łazienki pokój, w którym stały dwa łóżka naprzeciwko siebie, a po każdej jego stronie było biurko i mała komoda. Na ścianie było okno o które opierały się dwie dziewczyny.
Ciemnowłosa była niską osobą, z ciemnymi oczami o radosnym spojrzeniu, ubrana w luźne spodenki, szerokie buty i zwykła czarną bluzkę na ramiączkach zastanawiała się co ją czeka w nowym mieście daleko od prawdziwego domu w Polsce. Na Guerick’u od października miała zacząć studiować informatykę.
Blondynka o niebieskich oczach była średniego wzrostu. Mimo, że nie dawała tego po sobie poznać była najszczęśliwszą osobą w tym momencie. Dostała się na wymarzoną medycynę! Nie miała wątpliwości, że tu jest jej miejsce i czy dobrze zrobiła w porównaniu do swojej lokatorki. Miała wybór zostać w Polsce na Politechnice studiując inżynierie chemiczną albo wyjechać do Magdeburga do wymarzonej medycyny. Wybór był prosty.
Odwróciła się od okna i podeszła do swojego łóżka, poprawiając spódniczkę którą miała na sobie. Ściągnęła niebieską bluzkę z długim rękawem i nałożyła wycięta bluzkę na dekolcie z krótkim rękawem.
-Przebierasz się? Idziesz gdzieś? –zapytała lokatorka.
-Monika, ciekawe gdzie?
-A bo ja wiem… Ja bym poszła się przejść.
-Chodziłyśmy tu tyle razy, gdy szukałyśmy mieszkania, znamy okolice już niemalże na pamięć.
-Magda no chodź.
Magda dalej wyciągała rzeczy z torby.
Monika westchnęła i odwróciła się do okna.
-Gdzie pomieścimy ciuchy? Trochę tego mamy…
-Możemy to małe pomieszczenie przerobić na szafę, nie będzie duże ale zawsze coś.
-Właściciel powiedział, że jak chcemy możemy pomalować mieszkanie.
-To byłoby mu nawet na rękę. – prychnęła Magda patrząc na szare ściany, które w całym mieszkaniu były takie same.
Monika podeszła do swojego łóżka i położyła się.
-Nie wypakowujesz rzeczy? – nie przerywając zapytała Magda.
-Nie chce …
-Nie chcesz?
-Na razie nie chce… - westchnęła i dodała po chwili – A kiedyś zrobiłybyśmy wszystko by tu być. –uśmiechnęła się pod nosem.
Blondynka przerwała pakować i spojrzała na koleżankę.
-Tak, kiedyś tak… -uśmiechnęła się.
-Chciałabym wrócić do tamtych czasów, to było o wiele fajniejsze …
-To było o wiele głupsze… -przerwała jej Magda ze śmiechem.
-Głupsze? Może trochę …
-Trochę?
-Masz racje to było totalnie bez sensu. – zaczęła się śmiać. –Ale nie mów, że nie chciałabyś wrócić do tamtych czasów.
-Tego nie powiedziałam, powiedziałam, że to było głupie… -zaśmiała się Magda, kładąc się na łóżko obok Moniki.
-Gapienie się w plakaty i oglądanie filmików.
-Tak, to były fajne czasy…
-Nie mówię, że mam całkowicie dość, tylko chciałbym trochę odpocząć … trochę dłużej. –wykrzykiwał z łazienki do kolegów.
-No ale jak to widzicie! Trudno będzie potem wrócić na to miejsce na którym jesteśmy teraz!
Zdanie zakończył dźwięk spływającej wody w sedesie.
-Tom mamy dość na razie, chcemy trochę pożyć. – odezwał się jego brat zapinając rozporek.
-Ale..
-Tom zamknij się, nie chce nam się tego już słuchać… -odezwał się basista leżąc na kanapie.
-Nie chciałbyś posiedzieć odpocząć bez całego hałasu, tak to może jest fajne ale to jest też dość denerwujące. Chce trochę poluzować. –Gustav machając pałeczkami, patrząc na nie mówił spokojnie.
-Robiliśmy sobie wakacje! Teraz też tak nie możemy?
-Tom my nie chcemy wakacji… My chcemy życia. – Bill walnął się na kanapie obok perkusisty. - We wrześniu skończymy 20 lat i nie mamy nic.
-Nic? Nic! –Tom nerwowo chodził w tą i z powrotem. – Mamy wszystko!
-Wszystko? – spojrzał na niego Georg. –niby co? Sławę? To nie wszystko.
-To czego wy chcecie? –spojrzał zdezorientowany.
-Życia… -odpowiedzieli spokojnie chórem.
-Twoja mama nie miała pretensji? –zapytała Monika.
-O co? –Magda usiłowała siła włożyć ostatnie rzeczy do komody.
-O to, że tak wcześnie wyjechałyśmy, że niepotrzebnie będziemy teraz jeszcze płacić…
-Nie. Stwierdziła, że lepiej żebyśmy trochę podszlifowały niemiecki jeszcze, zapoznały się z miastem. A twoja burała?
-No trochę. Ona się strasznie denerwuje, nie spodziewała się, że tak szybko chyba opuszczę dom.
-Nie lepiej, żebyś siedziała jak twór starszy brat, ile on ma? 22?
-23…
-Myślisz, że sobie poradzimy? –spojrzała na Magdę z obawami.
-Jestem pewna, że sobie poradzimy. –ostatnia rzecz właśnie została zamknięta w komodzie w pokoju na Marienstr.
Teraz patrząc na wygląd chłopaków, może być kilka błędów np. pisanie o Tomu w formie "dredziarz". Uznajcie to za moment, gdy jeszcze taki był... potem zrozumiecie.
-Wierzysz w to? – odezwała się ciemnowłosa dziewczyna, kładąc torbę na łóżku w małym mieszkaniu na Marienstr.
-Niby w co? –odpowiedziała blondynka, która patrzyła przez okno, oparta o parapet.
-Że się dostałyśmy! –bezwładnie opadła na łóżko. –Przecież tyle ludzi chce studiować na Uczelni Guerick’a. To istny cud!
-Nie przesadzaj… -burknęła blondynka i odwróciła się w jej stronę. –Miałyśmy przecież dobre wyniki z matury i na polibudzie też nam dobrze szło.
Ciemnowłosa usiadła po turecku na łóżku, spojrzała na swoją lokatorkę.
-Mimo to dalej w to nie wierze. – podeszła do okna –Zobacz jesteśmy w Magdeburgu!
-Jedyne co widzę to te cholerne pociągi. –westchnęła blondynka.-Dlaczego wynajęłyśmy to mieszkanie?
-Nie przesadzaj nie jest tak źle, mamy blisko przynajmniej na uczelnie. Poza tym na to nas stać. –zaśmiała się.
-Dla mnie to i tak nora.
Mieszkanie było stare i małe. Przy wejściu mała otwarta kuchnia z jasnymi szafkami z blatem, przy którym można było jeść. Przy kuchni mały salon, gdzie stała ledwo trzymająca się zielona kanapa z rozpadającym się stoliczkiem na kawe. Na przeciwko dwa puste regały między którymi stała komoda, na której kiedyś najprawdopodobniej stał telewizor. Na ścianie kurzem zaznaczony był jego kontur. Po prawej stronie kanapy duże drzwi balkonowe tyle, że bez balkonu. Ogrodzone były barierką z której spadała również zielona farba zżerana przez rdze. Więcej nic by się tu nie zmieściło.
Po lewej stronie od wejścia, zza zabudowaną mała szafą znajdowała się łazienka. Nic szczególnego wanna, sedes, pralka i umywalka ze szklanymi półkami wokół. Na ścianie wisiało wielkie lustro. Kafelki na ścianie i podłodze były białe. Właściciel powiedział, że miesiąc temu był przeprowadzony tu remont.
Między łazienką a ostatnim pokojem znajdowało się pomieszczenie, nic w nim nie było a powierzchnią nie przekraczało 2x2.
Naprzeciwko łazienki pokój, w którym stały dwa łóżka naprzeciwko siebie, a po każdej jego stronie było biurko i mała komoda. Na ścianie było okno o które opierały się dwie dziewczyny.
Ciemnowłosa była niską osobą, z ciemnymi oczami o radosnym spojrzeniu, ubrana w luźne spodenki, szerokie buty i zwykła czarną bluzkę na ramiączkach zastanawiała się co ją czeka w nowym mieście daleko od prawdziwego domu w Polsce. Na Guerick’u od października miała zacząć studiować informatykę.
Blondynka o niebieskich oczach była średniego wzrostu. Mimo, że nie dawała tego po sobie poznać była najszczęśliwszą osobą w tym momencie. Dostała się na wymarzoną medycynę! Nie miała wątpliwości, że tu jest jej miejsce i czy dobrze zrobiła w porównaniu do swojej lokatorki. Miała wybór zostać w Polsce na Politechnice studiując inżynierie chemiczną albo wyjechać do Magdeburga do wymarzonej medycyny. Wybór był prosty.
Odwróciła się od okna i podeszła do swojego łóżka, poprawiając spódniczkę którą miała na sobie. Ściągnęła niebieską bluzkę z długim rękawem i nałożyła wycięta bluzkę na dekolcie z krótkim rękawem.
-Przebierasz się? Idziesz gdzieś? –zapytała lokatorka.
-Monika, ciekawe gdzie?
-A bo ja wiem… Ja bym poszła się przejść.
-Chodziłyśmy tu tyle razy, gdy szukałyśmy mieszkania, znamy okolice już niemalże na pamięć.
-Magda no chodź.
Magda dalej wyciągała rzeczy z torby.
Monika westchnęła i odwróciła się do okna.
-Gdzie pomieścimy ciuchy? Trochę tego mamy…
-Możemy to małe pomieszczenie przerobić na szafę, nie będzie duże ale zawsze coś.
-Właściciel powiedział, że jak chcemy możemy pomalować mieszkanie.
-To byłoby mu nawet na rękę. – prychnęła Magda patrząc na szare ściany, które w całym mieszkaniu były takie same.
Monika podeszła do swojego łóżka i położyła się.
-Nie wypakowujesz rzeczy? – nie przerywając zapytała Magda.
-Nie chce …
-Nie chcesz?
-Na razie nie chce… - westchnęła i dodała po chwili – A kiedyś zrobiłybyśmy wszystko by tu być. –uśmiechnęła się pod nosem.
Blondynka przerwała pakować i spojrzała na koleżankę.
-Tak, kiedyś tak… -uśmiechnęła się.
-Chciałabym wrócić do tamtych czasów, to było o wiele fajniejsze …
-To było o wiele głupsze… -przerwała jej Magda ze śmiechem.
-Głupsze? Może trochę …
-Trochę?
-Masz racje to było totalnie bez sensu. – zaczęła się śmiać. –Ale nie mów, że nie chciałabyś wrócić do tamtych czasów.
-Tego nie powiedziałam, powiedziałam, że to było głupie… -zaśmiała się Magda, kładąc się na łóżko obok Moniki.
-Gapienie się w plakaty i oglądanie filmików.
-Tak, to były fajne czasy…
-Nie mówię, że mam całkowicie dość, tylko chciałbym trochę odpocząć … trochę dłużej. –wykrzykiwał z łazienki do kolegów.
-No ale jak to widzicie! Trudno będzie potem wrócić na to miejsce na którym jesteśmy teraz!
Zdanie zakończył dźwięk spływającej wody w sedesie.
-Tom mamy dość na razie, chcemy trochę pożyć. – odezwał się jego brat zapinając rozporek.
-Ale..
-Tom zamknij się, nie chce nam się tego już słuchać… -odezwał się basista leżąc na kanapie.
-Nie chciałbyś posiedzieć odpocząć bez całego hałasu, tak to może jest fajne ale to jest też dość denerwujące. Chce trochę poluzować. –Gustav machając pałeczkami, patrząc na nie mówił spokojnie.
-Robiliśmy sobie wakacje! Teraz też tak nie możemy?
-Tom my nie chcemy wakacji… My chcemy życia. – Bill walnął się na kanapie obok perkusisty. - We wrześniu skończymy 20 lat i nie mamy nic.
-Nic? Nic! –Tom nerwowo chodził w tą i z powrotem. – Mamy wszystko!
-Wszystko? – spojrzał na niego Georg. –niby co? Sławę? To nie wszystko.
-To czego wy chcecie? –spojrzał zdezorientowany.
-Życia… -odpowiedzieli spokojnie chórem.
-Twoja mama nie miała pretensji? –zapytała Monika.
-O co? –Magda usiłowała siła włożyć ostatnie rzeczy do komody.
-O to, że tak wcześnie wyjechałyśmy, że niepotrzebnie będziemy teraz jeszcze płacić…
-Nie. Stwierdziła, że lepiej żebyśmy trochę podszlifowały niemiecki jeszcze, zapoznały się z miastem. A twoja burała?
-No trochę. Ona się strasznie denerwuje, nie spodziewała się, że tak szybko chyba opuszczę dom.
-Nie lepiej, żebyś siedziała jak twór starszy brat, ile on ma? 22?
-23…
-Myślisz, że sobie poradzimy? –spojrzała na Magdę z obawami.
-Jestem pewna, że sobie poradzimy. –ostatnia rzecz właśnie została zamknięta w komodzie w pokoju na Marienstr.
